Spis treści

Dziennik Wyprawy do Iranu
z „Do Góry Nogami”

Iran 08.09.2017 - 23.09.2017

Spisane na kolanie ;)

 

Dzień 1 | Podróż

Wyjeżdżam z domu o godz. 4.00. W Wałbrzychu 0 4.40 wsiadam do pociągu na Wrocław, w Świebodzicach wsiada Wentyl i razem docieramy do Wrocka. Tam spotykamy się z Dorotą i o godz. 8.00 ruszamy busem firmy BusEkspres do Berlina na lotnisko Tegel. Na lotnisku spotykamy się z Agą i ruszamy już w komplecie w podróż do Teheranu przez Kijów.

Lądujemy w Teheranie około 1.00 w nocy, z całej czwórki tylko ja mam wizę więc reszta musi je wyrobić na lotnisku, na szczęście oprócz Nas tylko jedna osoba stara się o wizę więc wszystko idzie sprawnie.

Jakiś urzędnik, prawdopodobnie policjant interesuje się moją fryzurą, dopytuje się co ona oznacza i czy ma jakąś nazwę. Myślałem że będą z tego jakieś kłopoty lecz po krótkiej rozmowie oddaje mi paszport i odchodzi J Po otrzymaniu wiz postanawiamy się przespać na lotnisku.

 

 

Dzień 2 | Polour + Dojazd do Camp 2

Rano próbujemy się wydostać z lotniska lecz nie jest to takie łatwe, wynika sprzeczka między dwoma taksiarzami. Pewien cwaniaczek próbuje nas naciągnąć, lecz po ostrym sprzeciwie Agi odpuszcza i udaje nam się opuścić lotnisko z miłym i dosyć uczynnym panem. Podróż upływa w miłej atmosferze, na prośbę naszego kierowcy puszczamy w aucie polską muzykę i nawet śpiewamy ;) Kierowca pomaga nam zrobić zakupy, wymienić pieniądze (po wymianie 300 $ staję się milionerem, prawie 12 000 000 riali ) i  załatwia karty SIM. Zawozi nas za 60 $ do Polour  gdzie zaczyna się nasza przygoda z Damavandem.

Trafiamy do Camp 1 gdzie opłacamy permit ( 50 $ od osoby ) i załatwiamy auto które zawiezie nas do obozu 2 na wysokość 3020 m. . Transport autem kosztuje  1 000 000 riali, około 100 zł. Niestety  Irańczyk z Camp 1 twierdzi że nie puści nas bo zepsuła się pogoda i góra jest zamknięta. Po krótkich negocjacjach, w których pomaga nam pewien Turek  ( crazy Polish people ;) ) udaje nam się wyjechać. Docieramy na miejsce gdzie zostajemy poczęstowani herbatą ( macierzanką zebraną w okolicy :) ) pogoda jest ok, nie pada więc rozbijamy namioty i robimy kolację, Wentyl smaży jajecznicę. Obok nas rozbija się para Czechów z Pragi więc jest z kim porozmawiać ;) . Robi się ciemno więc idziemy spać.

 

 

Dzień 3 | Aklimatyzacja do schroniska na 4020 m

Gdzieś o wschodzie słońca obok naszych namiotów przechodzi stado kóz i owiec, budzą nas bo strasznie dzwonią dzwoneczkami zawieszonymi na szyjach. Jakoś nie chce się nam jeszcze wstawać ale „przygoda wzywa’’  więc wychodzimy ze śpiworów i szykujemy śniadanie, bułki z masłem orzechowym i bananem :) Po śniadaniu szykujemy się na wyjście do obozu 3, w międzyczasie dojeżdżają  4 osoby ( Damian, Monika, Kamil i Sławko ). Do schroniska wyruszają też Czesi, więc na początku idziemy razem. Mniej więcej w połowie drogi łapie nas burza, na początku delikatnie pada lecz po jakimś czasie zaczyna walić piorunami i robi się trochę niebezpiecznie.

Z wielką ulgą docieramy do schroniska, jemy tam zupę ( chyba pomidorową ) pijemy herbatę i po krótkim odpoczynku schodzimy do obozu 2. Podczas zejścia Agę dopada wysokościówka, wygląda i czuje się nieciekawie, decydujemy że Dorota i Wentyl zejdą szybciej a ja pomału zejdę z Agą.

Jest późno gdy docieramy do 2, jest tam już reszta grupy więc krótkie powitanie i szykujemy kolację. Bob faszeruje Agę tabletkami. Umawiamy się o której wstajemy i po dniu pełnym wrażeń idziemy spać.

 

 

Dzień 4 | Wyjście do schroniska na 4200 m

Wstajemy około 6.00, Aga jak „nowo narodzona” więc nastroje dopisują :) Pakujemy się i grupami wychodzimy do 3. Decydujemy że namioty zostawiamy i będziemy nocować w schronisku. Dojście zajmuje nam 4-4,5 godz. Mnie około 100 m od schroniska „wyłącza się bateria ‘’ dziwne uczucie, stoję widzę cel a nie ma mocy, ten ostatni odcinek idę  15 – 20 min :(

 W schronisku większość z nas kładzie się spać na kilka godz. Wieczorem w jadalni  trochę się martwimy bo podczas naszego snu spadł śnieg ( 5 – 10 cm ) i może być ślisko, mimo to ustalamy że pobudka o 6.00 a około 7.00 wychodzimy na aklimatyzację do lodospadu czyli na jakieś 5000 m. Okazuje się że w schronisku są inni Polacy więc siedzimy dosyć długo, rozmawiamy, poznajemy się :) W schronisku jest prąd więc wszyscy ładują telefony.  Fajnie jest ale czas spać, ja już w śpiworze chwilę rozmawiam z Olą przez skype a następnie jeszcze spisuję relację z całego dnia.

 

 

Dzień 5 | Aklimatyzacja do Lodospadu ok. 5000  m

Pobudka o 6.00. Śniadanie, herbata, owsianka, ciastka i bakalie. Około 8 rano małymi grupami wychodzimy na aklimatyzację, leży śnieg ale nie jest ślisko więc nawet sprawnie nabieramy wysokości, po około 3 godzinach docieramy w okolice lodospadu. Pogoda fajna świeci słońce, jest chłodno ale nie ma co się dziwić przecież to prawie 5000 m. Tak sobie uświadamiam że jestem prawie na Kazbeku, a nie było tak ciężko :)

Widoki super, schodzimy pomału do schroniska, mijamy ludzi którzy wyszli później. Podczas zejścia zbieram puste butelki co budzi uznanie Irańskiej grupy która wchodzi na górę.

W schronisku krótka drzemka 2-2,5 godz. I bierzemy się za jedzenie ( liofilizaty ) na szczęście apetyt dopisuje, a trzeba zasilić organizm przed jutrzejszym wysiłkiem. Podczas posiłku ustalamy że część grupy , w tym ja wychodzimy około godz. 4.00, reszta później.  Bob ( szaleniec ) dzisiaj wszedł na szczyt więc zostaje .

Jest godz. 19.30 wszyscy zaczynają się pakować na jutrzejszy dzień. Z tego co widzę jutro sporo grup będzie atakować szczyt. Śpimy na sali ponad 40 osobowej więc rozgardiasz jest spory.

 


Dzień 6 | Atak na szczyt

Wstajemy o 3.00 niestety w nocy jakaś grupa dosyć głośno się zachowywała więc część z nas jest niewyspana. Ja czuję się nawet dobrze, emocje i adrenalina dają znać o sobie  :)

Śniadanie, owsianka, tuńczyk z puszki, herbata i około 4.30 wychodzimy, 9 osób z DGN ( Monika, Aga, Dorota, Edyta, Damian, Kamil, Wojtek, Wentyl, no i Ja ) + jedna dziewczyna z Austrii. Przed nami wyszła grupa 4 osób z Polski i 3 Irańczyków.

Ja z Wojtkiem łapiemy podobne tempo i wysuwamy się na czoło grupy, idzie mi się dużo lepiej niż podczas wczorajszej aklimatyzacji :)

Jest jeszcze ciemno, około 1,5 godz. do wschodu słońca, kilka stopni na minusie wieje wiatr. Podczas wschodu słońca robi się jeszcze zimniej ( tak niestety słyszałem i sprawdziło się :( ) na szczęście Wojtek ma ciepłą herbatę a ja ogrzewacze chemiczne więc się wspomagamy.

Doganiamy tę 3 Irańczyków i jakiś czas idziemy razem, niedaleko szczytu dochodzą do nas inne osoby z naszej grupy, a także Dyzio i Marek ( dlaczego mnie to nie dziwi ) którzy wyszli później ze schroniska. Widać już kłęby buchającej siarki wydobywające się z wnętrza góry i teraz już wiem dlaczego ten wulkan nazywa się „uśpiony”.  Wyziewy siarki chwilami są nie do wytrzymania, nieopatrznie wchodzę na jedno takie „pole” i po kilku wdechach muszę uklęknąć żeby się nie przewrócić, na szczęście powiew wiatru rozgania „smrodek” i jest czym oddychać ( haha, oddychać na wysokości 5600 m ;) )  Na szczyt docieram około 9 rano razem z Dorotą i tą Austriaczką.

Chwilę przed nami są Wojtek, Dyzio, Marek i Edyta. Okrążam krater, robię zdjęcia ( jedno dla Pawła z cebulą :) ).

Niesamowite uczucie, jestem na wysokości 5671 m i chce mi się krzyczeć z radości, mój nowy rekord wysokości :), główny cel wyjazdu do Iranu zaliczony. W międzyczasie na szczyt wchodzi Kamil i decydujemy się razem z chodzić na dół.

Około 100 m od szczytu spotykamy resztę naszej grupy,  chwilę rozmawiamy, motywuję ich ( daję nawet buziaki :) )  choć widzę ich ogromne zmęczenie to wiem że wejdą, że nie odpuszczą, po to tu przybyliśmy.

Schodzę z Kamilem, w okolicach lodospadu na chwilę się rozdzielamy. Kamil schodzi a ja  odbijam  ze szlaku i idę pod lodospad, z bliska jest potężny robię zdjęcia i udaje mi się dogonić Kamila. Do schroniska docieramy po godz. 14 czyli jakieś 10 godzin zajęło nam zdobycie Damavandu :)

Część ekipy decyduje się zejść do obozu 2, ja kładę się na jakieś 1,5 – 2 godz. Ze szczytu schodzi reszta grupy i decydujemy że zostajemy w 8 osób ( Monika, Aga, Dorota, Damian, Artur, Kamil, Sławko i ja ) na nocleg w schronisku. Schronisko pustoszeje, zostaje dosłownie kilka osób, jemy kolację, rozmawiamy, dzielimy się wrażeniami, uzgadniamy że pobudka o 7.00 i kładziemy się spać.

Zanim zasnę chcę na bieżąco spisać relację, zmęczenie ogromne ale emocje biorą górę.

Mimo że na górę wchodzę sam to tak naprawdę jest tak że podczas ogromnego zmęczenia, podczas chwil słabości a nawet zwątpienia czy dam radę i po co mi to w ogóle, myślę o najbliższych, o Oli,  o rodzinie. Wiem że mimo że są daleko to myślą o mnie i wierzą że mi się uda, to daje mi dodatkowe siły i motywacje. To też dla Nich zdobywam góry :)

Trudność Damavandu nie jest duża, taki trekking tylko że na wysokość ponad 5600, gdzie wysokość robi swoje i jest ciężko z oddychaniem, ale z doświadczenia wiem że nie ignoruje się żadnej góry bo to się później okrutnie mści :( Ostatnie 10 m do szczytu szedłem jakieś 3 min. i 2 razy się zatrzymywałem. To do tej pory najwyższa zdobyta przeze mnie góra, wymęczyła mnie strasznie.

Ale to też nowe doświadczenie, lekcja pokory przed naturą, wiara we własne możliwości i umiejętność współpracy w grupie, wszystko to przyda się podczas następnego wyjazdu który na pewno już w przyszłym roku ( choć jeszcze nie wiem gdzie )   

Na 17 osób z DGN,  14 stanęło na szczycie Damavandu, to naprawdę dobry wynik :)

 

 

Dzień 7 | Zejście i zawirowania

Wstajemy o 7.00, pakujemy się, schodzimy do jadalni i szykujemy sobie śniadanie, Tm razem na słodko (herbata, ciastka, chałwa, owsianka ). Po śniadaniu zaczynamy schodzić do obozu 2, tam składamy pozostawione namioty i załatwiamy auto które zwiezie nas do Polour.   W międzyczasie dogadujemy się z miejscowym że zakwaterujemy się u niego w hotelu, więc po spotkaniu się z resztą ekipy która czekała na nas w camp 1, jedziemy około 30 km do tego wspaniałego miejsca.  Po dojechaniu na miejsce okazało się że nie był to dobry pomysł, hotel wyglądał trochę inaczej niż w opowieściach właściciela :(

Staramy się ułożyć jakiś alternatywny plan lecz niestety większa część grupy zostawia nas i stara się jakoś dostać do Polour a potem do Teheranu. Zostajemy w 5 osób ( ja, Damian, Monika, Aga i Kamil ) i mamy trochę niemiłą rozmowę z właścicielem hotelu. Po zapłaceniu jakiejś kwoty pieniędzy udaje nam się opuścić hotel. Idziemy zjeść jakiś obiad. Udaje nam się załatwić transport  i tu niespodzianka, za kwotę 60 $ mamy autobus który zawozi nas do Teheranu pod terminal z którego odjeżdżają autobusy do Isfahanu. Dworzec jest ogromny, a to 1 z 4 w Teheranie, ruch jak na giełdzie, ciągle z obsługi ktoś chodzi i coś wykrzykuje. Wszystko niestety opisane tylko po  persku, więc trudno się w tym połapać . Na dworcu kupujemy kebab z ryżem, ogromne porcje, nie do przejedzenia. Okazuje się że wzbudzamy zainteresowanie w śród miejscowych, ludzie podchodzą, pytają się czy nam jakoś pomóc. Dodatkowo 4 młode Iranki przechodząc koło nas machają i uśmiechają się do nas, a tyle naczytałem się o tych zasadach moralnych, gdzie one są ?

Jest godz. 23 wsiadamy do autobusu V.I.P i ruszamy do Isfahanu, do celu jakieś 300 km, autobus bardzo wygodny, w środku jest tylko 26 miejsc z rozkładanymi siedzeniami więc podróż będzie bardzo wygodna :), na miejscu powinniśmy być około 5 rano. W autobusie rozdają soki, wodę i jakieś ciastka oraz owoce :)

Mam nadzieję że to niefortunne rozstanie się grupy nie wpłynie negatywnie na dalsze zwiedzanie, jesteśmy w kontakcie i mamy się spotkać w Isfahanie. Piszę dość chaotycznie ale dopiero teraz w autobusie mam czas na tę relację, tyle się dzieje że nie jestem w stanie wszystkiego przelać na papier. Zmęczenie bierze górę, idę spać.

 

 

Dzień 8 | Isfahan

Jesteśmy na miejscu około 5 rano, pierwszy raz żałuję że podróż już się skończyła, tak było wygodnie w autobusie :). Bierzemy taksówkę która zawozi na do Hostelu Amir Kabir, tam czekamy na resztę grupy która dojeżdża około godzinę później.  Jeszcze nie ma dla nas pokoi, więc siedzimy na dziedzińcu gdzie jest darmowe Wi–Fi :) Około 8 rano decydujemy się iść na miasto (Ja, Monika, Damian, Aga i Kamil ) bo pokoje dostaniemy nie wcześniej jak o 12.00

Do południa byliśmy na placu Imama Chomeiniego, największym placu w Isfahanie, jest wcześnie więc nie ma jeszcze ludzi,  oraz w meczecie. Te mozaiki to dzieła sztuki, jest po prostu przepięknie.

Następny szok to zachowanie ludzi, nawet przejeżdżające samochody potrafią zwolnić zatrąbić i pomachać. Przechodnie zagadują, pytają się skąd jesteśmy i czy nam się podoba w Iranie. Dwoje młodych chłopaków na rowerach zapytało nas czy mamy kilka minut żeby porozmawiać. Chcieli się dowiedzieć po co przyjechaliśmy, co robimy w Polsce i opowiedzieli o sobie. Oni też opowiedzieli o sobie i w ten sposób spędziliśmy kilkanaście minut, na koniec doradzili nam gdzie można zjeść coś tradycyjnego., no i oczywiście zrobili sobie z nami zdjęcie ;)

Nie pamiętam nazwy tego jedzenia, ale był to placek podobny do naleśnika nadziewany dwoma rodzajami mięsnego farszu. Nie wiedzieliśmy jak się za niego zabrać, pomogła nam pani z obsługi J Rwało się ten placek na kawałki, rolowało z farszem, dodawało jeszcze świeży anyż i skrapiało sokiem z limonki. Jak przystawka coś w rodzaju „ ajranu ” z kawałkami pomidora i papryki, z dużą ilością cynamonu i oleju, w tym moczyło się chleb ( chyba ? ). Trudne do opisania jakie to było w smaku ;) W tej restauracji też z zaciekawieniem obserwowali nas i nasze poczynania z jedzeniem. Oczywiście też było pytania o cel naszego pobytu i zdjęcia, najlepsze to te robione nam z ukrycia.

Po wizycie w restauracji poszliśmy do hostelu, były już pokoje więc się zakwaterowaliśmy. Po 2 godzinach odpoczynku i 2 piwach Baltika ( bezalkoholowych :( ) idziemy na bazar na Plac Imama, spędzamy tam sporo czasu, kupujemy irańskie koszule w kolorze marchewkowym ;) Panuje bardzo fajny klimat na bazarze, można wszystko oglądać, dotykać i przymierzać a nikt nie jest nachalny i nie namawia do kupowania jak np. w Maroku. Można też robić zdjęcia. Kupiliśmy sobie na spróbowanie lody szafranowe, pyszne, ten smak będę naprawdę długo pamiętał po powrocie z Iranu :).

 Zbliża się wieczór, decydujemy się pójść na most 33 łuków, miejsce bardzo tłumnie odwiedzane wieczorami przez miejscowych i turystów. Most jest wspaniałe podświetlony, przechodzimy nim na drugą stronę do dzielnicy Ormiańskiej, całkiem innej niż cały Isfahan.  Niestety jesteśmy zmęczeni więc nie zapuszczamy się dalej, z Damianem idziemy tylko  kawałek żeby kupić coś do picia i w kilku miejscach wyczuwamy charakterystyczny zapach "zioła" :). Powrót na drugą stronę robimy sobie wyschniętym korytem rzeki, spotykamy miejscowego który bardzo chce nam towarzyszyć, lecz staramy się go pozbyć, jest „upalony” i niestety trochę go czuć :(

Robimy zakupy i w hotelu szykujemy kolację. Schodzi się reszta naszej grupy więc zaczynają się rozmowy i opowieści , Istak rządzi :) Umawiamy się na 8 rano na śniadanie i idziemy spać.

 


Dzień 9 | Isfahan

8.00 śniadanie, a po śniadaniu Aga ogarnia bilety do Shiraz na godz. 0.30 więc mamy cały dzień na zwiedzanie. Pierwszy przystanek mały targ z dywanami obok Pałacu, zostajemy tam poczęstowani gorącą herbatą a jest ponad 35 stopni. W międzyczasie Mario poznaję Irankę z Teheranu, która bardzo chętnie do nas dołącza i razem udajemy się na bazar gdzie kupujemy jakieś pamiątki. Trafiamy też tam w zaułki gdzie już prawie nie ma turystów, są warsztaty gdzie wyrabiane są jakieś garnki, tkane materiały i inne rzeczy. Takie normalne bazarowe życie Irańczyków.

Po rozmowie z Bahar decydujemy się na obiad w tradycyjnej Irańskiej restauracji, jemy tam Dizzi typową irańską potrawę. Kelner pomaga nam ją przyrządzić, nagrałem film jak to robi, sami byśmy sobie nie poradzili. Pobyt w takiej typowej restauracji gdzie nie ma krzeseł i stołów, tylko takie podesty jest ciekawym przeżyciem, nie tylko dla nas bo znowu jesteśmy atrakcją dla miejscowych, przyglądają się i robią nam ukradkiem zdjęcia. Restauracja jest pięknie wykończona, różne tradycyjne naczynia, malowidła na ścianach i suficie oraz kolorowe witraże w oknach.

Po obiedzie poszliśmy na lody szafranowe, a teraz leżymy na trawie w parku i odpoczywamy :) Widzę że odpoczynek w parku to normalna rzecz w Iranie, ludzie leżą na trawie całymi rodzinami, coś szykują do jedzenia, jest to fajna ucieczka od słońca. Poleżeliśmy a potem poszliśmy na dobrą kawę, tam część z nas pożegnała się z Bahar i wróciliśmy do hostelu, szybkie odświeżenie i idziemy z Damianem i Kamilem na Bazar w okolicach Placu Imama. Jest ciemno boczne uliczki wyludnione, bazar fajnie oświetlony. Kupujemy szafran, płacimy jak za złoto ;)  Oczywiście znowu są uśmiechy, zaczepki i przypadkowe rozmowy z miejscowymi, bardzo dużo ludzi podchodzi do nas mówi „welcome to Iran ‘’  i po prostu odchodzi. Piękne dziewczyny się uśmiechają, po prostu raj :)

Wracamy do hostelu, po drodze jemy kebaba i pijemy Istaka. Około 23 taksówkami jedziemy na dworzec. Na dworcu rozmawiam z taksiarzem który z uporem chce nas gdzieś zabrać, pytam go więc ile by kosztował przejazd do Lachistanu ( do Polski ), chwilę milczy i myśli a potem z uśmiechem na twarzy mówi WERY MANY ;)

Godzina 0.30 żegnamy wspaniały Isfahan, wsiadamy do autobusu ( oczywiście V.I.P :) ) i jedziemy do Shiraz.

 

 

Dzień 10 | Shiraz

Po całonocnej jeździe autobusem (super spanie ) docieramy do Shiraz. Taksówkami do hotelu, okazuje się że w pierwszym nie ma miejsca, więc idziemy kawałek dalej i trafiamy do Niaysh Boutique Hotel, gdzie nocleg ze śniadaniem kosztuje całe 8 $ :)

Małe odświeżenie i idziemy zwiedzać. Rano słońce było za chmurami więc wszyscy myśleli że będzie chłodniej, nie było :), a później chmury rozeszły się i było już normalnie :) Zjedliśmy śniadanie na mieście, falafel czyli kotlet z cieciorki i warzywa w bułce, no i oczywiście Istak, pamiętam że tym razem truskawkowy :)

Ja, Damian, Monika i Aga weszliśmy do meczetu, dosyć duży, z fontanną na środku placu i wspaniałymi ceglanymi sklepieniami wspartymi na kamiennych rzeźbionych kolumnach. Po meczecie czas na bazar, gdzie znowu fajna atmosfera, oglądanie bez żadnego nagabywania do kupna. Oczywiście nie możemy sobie odmówić lodów szafranowych :) a na koniec wchodzimy na kawę do miejsca które przypomina starą zakurzoną stodołę. Wszędzie pełno starych sprzętów i zdjęć, a na ścianach kartki z wersetami Koranu. Kawa całkiem dobra, natomiast muzyka, a bardziej czytana opowieść która leciała z radia zaczęła nas usypiać, więc wychodzimy i udajemy się do hotelu na 2 godzinną sjestę J W hotelu były takie fajne drewniane domki z klimatyzacją to tam się rozlokowaliśmy. Przed godziną 18 wypad na miasto, pochodziliśmy trochę uliczkami które zaczęły się zapełniać ludźmi. Zdecydowaliśmy się na wyjazd na następny dzień do Persepolis, więc Sławko załatwił w hotelu wszystko co trzeba :).  Ludzie tutaj chyba mniej mówią po angielsku bo już nas nie zaczepiali tak ja w Isfahanie ale i tak atmosfera mega.

Okazuje się że Artur ma dzisiaj urodziny, staramy się zrobić mu niespodziankę. Dyzio, Aga i Marek ogarniają zakupy, a reszta starała się żeby Artur nie poszedł pod wieczór gdzieś na miasto :) Urodziny niespodzianka odbyły się na dachu hotelu, były ciastka, pomidory, falafele, orzeszki i ogromna ilość Istaków  :) Artur totalnie zaskoczony :)

Po urodzinach ja, Damian, Monika, Dorota, Mario i Krzysiek idziemy obejrzeć Twierdzę, niestety tylko z zewnątrz, ale i tak było warto, fajnie podświetlona. Potem chcemy dojść do Mauzoleum, pomaga nam 2 Irańczyków którzy prowadzą nas ciemnymi uliczkami i opuszczonymi zaułkami. Zamiast do Mauzoleum które w nocy jest zamknięte, trafiamy do meczetu gdzie niestety nas nie wpuszczają ze względu na nasze krótkie spodenki. Wracamy do hotelu, po drodze z Damianem i Dorotą wchodzimy do budynku gdzie palą się zielone światła, jest pełno flag, a na sali obok leci jakaś muzyka i bawią się ludzie. Nie wiem co to była za impreza ale czułem się dziwnie a po spojrzeniach kilku miejscowych wywnioskowałem że Dorota jako kobieta nie powinna tam przebywać więc wyszliśmy. W hotelu byliśmy po 23.

 

 

Dzień 11 | Persepolis + Nagsz-e Rostam (Nekropolis)

Pobudka o 6.30, o 7.00 śniadanie w hotelu, a około 7.40 wyjazd busami ( 12 osób z naszej grupy ) do Persepolis, według mnie najciekawszy punkt zwiedzania na mapie Iranu. Miejsce mocno rozkradzione z zabytków, w sumie zostało niewiele, ale dotknąć ręką historii Persów, bezcenne. Przewodnik opowiadał dużo, szkoda że po angielsku L ale coś tam do głowy dotarło. Spędziliśmy tam około 2 godz. na szczęście przed południem to tak nie grzało. Teren spory, stało tutaj kilka pałaców i były koszary Gwardii Pałacowej która chroniła to miejsce, w pobliskiej górze wykute są pomieszczenia gdzie znajdował się skarbiec i spichlerz. Widok z góry niesamowity, rozległa dolina otoczona górami i pozostałości po starożytnym mieście. Następny punkt zwiedzania to Nagsz-e Rostam (Nekropoils), dolina królów, gdzie w skale wykute są komory grobowe w których pochowano 4 Perskich królów, znajduje się tam też kamienna wieża świątyni ognia z V w. p.n.e. Niestety miejsce splądrowano już w czasach Aleksandra Wielkiego.

Znowu ciekawe zdarzenie w Persepolis,  2 Iranki były tak przekonujące (czytaj ładne) że musiałem się wrócić pod górę bo chciały sobie zrobić zdjęcie (znowu gdzie zachowanie obyczajów :) ), wiem że inni też pozowali do zdjęć.  

Wracamy do hotelu około 13.30. Podejmujemy decyzję że część grupy jedzie nad Zatokę Perską a reszta do Jazd. Bilety mamy na godz. 22.00 więc idziemy jeszcze na miasto. Poszliśmy coś zjeść znowu wylądowaliśmy na bazarze ;). Potem jeszcze idziemy pod meczet, tam zaczepiła mnie młoda dziewczyna z bratem i matką, chcieli sobie zrobić zdjęcia. Rodzinka była przesympatyczna, dziewczyna dostała ode mnie kartkę z Mieroszowa. Poprosiła mnie żebym się jej na tej kartce podpisał, reszta śmiała się że wyglądam jak gwiazdor filmowy podczas rozdawania autografów. Podczas odjeżdżania przez nich samochodem poleciały jeszcze całusy w naszą stronę :) Miłe zdarzenie, ci ludzie naprawdę się cieszyli że mogą sobie z nami porobić zdjęcia i porozmawiać, za kilka lat gdy więcej ludzi zacznie jeździć do Iranu takie zachowania zanikną, więc cieszę się że my tego doświadczyliśmy :)

Wracamy do hotelu, jest już wieczór, ja, Kamil, Monika, Damian, Dorota, Artur, Krzysiek i Mario żegnamy się z resztą grupy, jedziemy nad Zatokę Perską i najprawdopodobniej już się w Iranie nie spotkamy :( Dostajemy się taksówkami na dworzec, gdzie oczywiście małe zamieszanie i zainteresowanie nami, pomału do tego się przyzwyczajamy :)  i o 22.00 wyruszamy autobusem do Buszehr, nad Zatokę Perską.

Ja i Damian jeszcze będąc w Polsce rozmawialiśmy że warto by było zobaczyć Zatokę, cieszę się że jesteśmy już o krok od realizacji tego zamierzenia, podobno jest tam ciepło, cieplej niż w tutaj, w centrum Iranu.

 

 

Dzień 12 | Busehr i okolice

Przyjeżdżamy na miejsce około 3 rano, taksówkami dostajemy się w okolice plaży miejskiej i promenady, jak tu jest ciepło. Szukamy jakiegoś sklepu żeby kupić coś do jedzenia, niestety wszystko pozamykane, więc idziemy spać na trawniku przy plaży. Wstajemy po 7, Artur już zdążył zrobić zakupy więc jemy śniadanie i ruszamy promenadą w poszukiwaniu jakiejś kawiarni. Znajdujemy kawiarnię gdzie dostajemy dobrą kawę i tam też staramy się dowiedzieć czy jest w okolicy jakaś dzika plaża, gdzie moglibyśmy się rozbić. Dostajemy namiary, łapiemy więc 2 taksówki i tam jedziemy, taksiarz co prawda jak się dowiedział gdzie ma jechać to zrobił zdziwioną minę, ale nas zawiózł. Po drodze mijaliśmy jakieś koszary i instalacje wojskowe, niedaleko jest lotnisko wojskowe i cywilne a w pobliżu znajduje się też elektrownia atomowa która jest kością niezgody w tym rejonie świata. No i okazało się że trafiliśmy na plaże która wyglądała jak poligon wojskowy, jakieś betonowe zasieki i  żadnych drzew czy innego cienia gdzie można by się schować przed słońcem, do najbliższych zabudowań ponad 500 m. Byliśmy lekko przerażeni, chyba w Iranie nie znają pojęcia „ dzika plaża ‘’, stwierdzamy że tu nie zostajemy a kierowcy mówią że zawiozą nas w miejsce gdzie jest plaża i cień. Trafiamy w dosyć fajne miejsce, jest plaża  na której są skałki gdzie można się ukryć przed słońcem, a nasze dziewczyny mogą się swobodnie wykąpać, nad plażą jest mały park a w pobliżu są sklepy.

Idziemy z Damianem i Krzyśkiem do sklepu, robimy zakupy, przeważnie napoje bo jest niemiłosiernie gorąco i coś do jedzenia. W sklepie trafiamy też na Istaka kokosowego, poezja smaku :) Na plaży każdy ( oprócz Artura i Krzyśka J ) szuka jakiegoś cienia, nie ma wiatru jest ponad 40 stopni a wejście do wody też nie daje ochłody, woda jest po prostu GORĄCA, spędzamy tak 2–3 godz. i  niestety uciekamy do parku. Jest niesamowicie gorąco, a mimo to wilgotność powietrza jest tak wysoka że ubranie jest cały czas wilgotne. Popołudnie spędzamy w parku, czekamy na zachód słońca z nadzieją że zrobi się chłodniej ( nie zrobiło się :( ). Po burzliwych ;) rozmowach decydujemy że zostajemy tylko do jutra i UCIEKAMY. Artur i Krzysiek postanawiają zostać jeszcze jeden dzień.  Damian wynajduje fajne miejsce na nocleg, taki taras nad plażą, więc się tam przenosimy. Robimy zdjęcia z zachodem słońca, chłodzimy się bezalkoholowym piwem Baltika J. Jakąś godzinę  przed zachodem zaczynają się dopiero  schodzić ludzie na plażę, a ja się dziwiłem dlaczego wcześniej nie było nikogo. Po prostu jest za gorąco, tutaj robi się tłoczno wieczorem i tak jest do rana, o 4 rano jeszcze byli ludzie na plaży.

Jest około 21, siedzę bez koszulki w samych spodenkach a mokry jestem jak bym dopiero wyszedł z pod prysznica,  apropo prysznica, myjemy się tutaj w takiej niezbyt czystej publicznej toalecie, taki mały hardkorek :)

Murek na tarasie tak nagrzany że działa jak piec, dosłownie wali z niego gorąco.  Mario, Dorota i Kamil jadą kupić bilety na dworzec, Artur z Krzyśkiem idą na miasto na kolację, Damian i Monika próbują się zdrzemnąć a ja siedzę i piszę pamiętnik :)

Podchodzą do nas 2 małe kotki i ich matka. Karmię je kabanosami, są strasznie nieufne ale buszują między naszymi plecakami. Tak się zastanawiam, jestem na terenach starożytnej Persji więc to są chyba „ Perskie” koty, a nie wyglądają  :)

Nie spotkaliśmy tutaj nikogo kto mówi choć trochę po angielsku, a mimo to miejscowi bardzo chcą z nami złapać jakiś kontakt. W sklepie miła, wręcz rodzinna atmosfera a na ulicach zatrzymywały się auta i ludzie machali do nas. Jest to miejsce na uboczu i chyba nie zagląda tu wielu turystów z zagranicy, fajnie jest trafić w takie miejsce jeszcze nie zepsute zachodnim turystą.

Wraca ekipa z biletami oraz Artur z Krzyśkiem i mówią nam gdzie można coś zjeść. Idziemy z Damianem, niedaleko parku jest na wzniesieniu budka wartownicza i siedzi tam wartownik, jak przechodzimy to słyszymy charakterystyczny dźwięk przeładowywanego kałacha,  wartownikowi się nudzi i się bawi bronią a mi zimny pot wylał się na plecy, Damian poczuł to samo. Jemy po hamburgerze, kupujemy też dla Moniki i wracamy do naszego piekiełka :)

Noc niesamowicie gorąca, spałem na samym materacu, bez koszulki a i tak zalewałem się potem. Impreza na plaży trwała do prawie 4 rano, grały jakieś bębny i było sporo ludzi. Nad naszym tarasem była taka galeryjka z barierkami więc ludzie oglądali sobie nas jak w zoo, robili nam zdjęcia, wzbudziliśmy chyba spore zainteresowanie w tym dniu, przebywaliśmy tam bez koszulek a w Iranie jest to zabronione.

Na koniec chcę dodać że nie żałuję tego wyjazdu nad Zatokę Perską, było niemiłosiernie gorąco, ale kąpiel w tak gorącej wodzie to jednak fajne przeżycie. Teraz już wiem co oznacza gorące lato :)

 


Dzień 13 | Droga do Jazd

Budzimy się o 4.00, myjemy się w publicznej toalecie z takiego wężyka do mycia d…y :) Artur i Krzysiek zostają więc umawiamy się że spotkamy się w Jazd. Około 5.00 idziemy szukać taksówki, ciężko będzie, wygląda to jak wymarłe miasto. Na szczęście jest otwarty sklep, sprzedawca, młody chłopak nie mówi po angielsku ale zamawia nam taksówki. Docieramy do dworca i o 6.30 wsiadamy do autobusu do Shiraz, tam będziemy się przesiadać do Jazd.

Kamil coś się słabo czuje, już rano na plaży wymiotował, Monika faszeruje go lekami, oj ciężką będzie miał podróż.

W Shiraz jesteśmy przed 13.00, większość drogi przesypiamy, wreszcie jest klimatyzacja i jest chłodek :) Niestety musimy taksówkami dostać na drugi koniec miasta na inny dworzec skąd odjeżdżają autobusy do Jazd.  Kupujemy bilety i o 13.30 ruszamy w drogę. Pierwsza nasza podróż w dzień, dotąd przemieszczaliśmy się tylko nocami, więc wreszcie możemy choć trochę podziwiać widoki, a za oknem przeważnie góry i skały, prawie nie ma zieleni. Ile muszą włożyć pracy i wysiłku w gromadzenie i przechowywanie wody.  Mimo panujących w tym kraju upałów drogi są proste, równe i bez dziur, więc jednak można :)

Do Jazd docieramy około 19.30, ja z Dorotą kupujemy bilety do Teheranu na następny dzień. Spotykamy człowieka który proponuje nam Hostel i darmową podwózkę do niego, przystajemy na to i trafiamy do STARS HOSTEL. Jest czysty, przytulny i leży na starym mieście. Po zostawieniu rzeczy idziemy coś zjeść ( cały dzień w podróży bez jakiegoś konkretnego posiłku ). W ulicznej knajpce zamawiamy hamburgery i falafele, dziwnym trafem do mnie i Damiana jedzenie nie dociera, obsługa zapomniała o nas L Oni jeszcze nie wiedzą jak się zachowuje głodny i zły Polak :)

Po posiłku idziemy pod pięknie oświetlony meczet z fontanną, gdzie zaczepia nas Irańczyk i proponuje wyjazd na pustynię, bierzemy od niego namiary i obiecujemy się odezwać. Krętymi uliczkami Starego Miasta wracamy do Hostelu. Po całym dniu w podróży wszyscy są zmęczeni, więc kąpiel, piwo Istak i kładziemy się spać. Jest godz. 0.30, jakoś nie mogę zasnąć, wyspałem się w autobusach, więc biorę się za pisanie :)

Coraz bardziej podoba mi się Iran, ludzie nie są zepsuci turystami, są otwarci i życzliwi. Do tej pory uważałem że Gruzini są najbardziej otwartym i przyjaznym narodem, teraz schodzą na 2 miejsce. Na dworcach np. nie ma problemu z kupnem biletu, zawsze ktoś się znajdzie żeby pomóc i robi to bezinteresownie. A naprawdę kupno biletu, gdzie jest tyle firm przewozowych i wszystko tylko w Perskim języku nie jest łatwe. Jest już po 1 w nocy, czas iść.

 

 

Dzień 14 | Jazd

Pobudka 7.30 (czy ja się kiedyś normalnie wyśpię na urlopie ?) o 8.00 śniadanie, w nocy dotarli Artur i Krzysiek. Śniadanko dobre, tylko tutaj nie podają kawy :( wczoraj trafiliśmy na ogłoszenie że można zwiedzić Jazd z przewodnikiem za free, więc idziemy. Przewodnik oprowadza nas 2 godz. po wąskich, krętych uliczkach Starego Miasta, opowiada ciekawe rzeczy i pokazuje ciekawe miejsca. Trafiamy na sytuację gdzie jeden człowiek w krótkich spodenkach nogami wyrabia zaprawę, glina z dodatkiem słomy, która służy jako tynk, tym specyfikiem pokryte są wszystkie mury Starego Miasta. Wchodzimy na dach sklepu z dywanami, trafiamy pod wieżę gdzie była przechowywana w średniowieczu woda, schodzimy do piwnic, a na koniec oczywiście poczęstunek herbatą. Idziemy na chwilę do hostelu, a następnie ja z Dorotą odłączamy się, zależy nam na czasie mamy tylko kilka godz. więc chcemy jak najwięcej zobaczyć. Trafiamy do meczetu, gdzie oprowadza nas „klucznik” człowiek który opiekuje się meczetem, nie umie słowa po angielsku ale i tak nie przeszkadza nam to w dogadaniu się :). Nawet pokazuje nam jak modlą się ludzie schorowani którzy nie mogą się schylać i klękać. Potem idziemy do meczetu który jest wyłożonymi samymi małymi lusterkami, niesamowite wrażenie. Szukamy Muzeum Wody, pytamy o nie jakąś Irańską rodzinę i zostajemy zaprowadzeni pod... kranik z bieżącą wodą do picia :) ( dużo takich stoi w miastach, można za darmo ugasić pragnienie ). Następnie meczet z podobno najwyższymi minaretami w Iranie, niestety nie możemy znaleźć wejścia na te wieże :( Oczywiście chcemy iść na bazar, ale jest piątek i bazar nie czynny do godz. 17. Idziemy jeszcze pod fontannę a na koniec na falafela, spotykamy resztę grupy i idziemy razem do hostelu. O 17.30 jedziemy na zachód słońca na pustynię. Wypad około 15–20 km za miasto. Mój pierwszy pobyt na pustyni, wchodzimy na wydmę, skąd roztacza się wspaniały widok, z jednej strony zachód słońca, z drugiej pasmo górskie. Wszędzie pełno piachu :) Robimy fantastyczne zdjęcia, niektórych dopada głupawka i skaczą po piachu :) Po około 1,5 godz. już po ciemku wracamy do aut i powrót do hostelu. Tam szybka kąpiel, pakowanie i niestety następne pożegnanie :( Ja z Dorotą, Agą i Wentylem wylatujemy z Iranu dzień wcześniej niż inni, więc dzisiaj musimy z Dorotą już pojechać do Teheranu. Taksówka zabiera nas z hostelu po godz.21, i o godz. 22.30 wyruszamy do stolicy Iranu.

 


Dzień 15 | Teheran

Do Teheranu docieramy około 7 rano, dziwna sytuacja w autobusie, stoimy na ruchliwej ulicy a obsługa autobusu, mówi do nas że to Teheran i każe nam wysiąść,  nie jesteśmy na żadnym dworcu, Dorota coś próbuje się z nimi dogadywać a ja widzę przez okno że nasze plecaki już są wyciągnięte i lezą na chodniku, więc wysiadamy ale czujemy się jakbyśmy zostali wyrzucenie z tego autobusu. Okazuje się że jesteśmy na ruchliwej ulicy, przy samym dworcu, dziwne że autobus tam nie wjechał. Niedaleko dworca widzimy wieżę Azadi, więc tam idziemy, chcemy wejść do środka, jest tam małe muzeum i można wjechać na górę, gdzie jest taras widokowy. Pod wieża zaczepia nas rodzina z Kurdystanu, nie rozmawiają po angielsku więc porozumiewamy się za pomocą translatora w telefonie jednej z dziewczyn. Robimy sobie razem zdjęcia, pijemy herbatę kupioną od człowieka który leje ją z termosu :) Dostają od nas widokówki i smycze, spędzamy tak około godziny, starsza Pani która jest z nimi jest przesympatyczna, jak by mogła to by nas chyba nawet utuliła, cały czas się uśmiechała  a buzia jej się nie zamykała. Bardzo miłe to było. Niestety nie doczekaliśmy się na otwarcie wieży, więc żegnamy się i metrem ruszamy w stronę centrum. Podczas wsiadania do metra słyszę od grupki młodych ludzi takie żartobliwe stwierdzenie TURIST–TERRORIST :)

 

 

W metrze zaczepia nas jeden pan i proponuje pomoc, myślę że nie jechał do centrum, a jednak z nami pojechał. Tam zaprowadził nas na bazar, pokazał gdzie jest hotel i nawet chciał zabrać nas do muzeum, delikatnie odmówiliśmy ze względu na ciężkie plecaki które chcieliśmy gdzieś zostawić.  Pożegnaliśmy się z Nim, stwierdził że musi wracać do pracy, w międzyczasie odebrał kilka telefonów i widać było jak by się z czegoś tłumaczył, więc myślę że naprawdę oferując nam pomoc zawalił pracę.

Idziemy coś zjeść, Dorota zamawia omlet z pomidorami a ja spaghetti, do picia gazowany ajran, w moim spaghetti są też frytki, dziwne ale smaczne :) W barze stoi wielki samowar więc pytamy się czy możemy się napić herbaty, no zostajemy poczęstowani za free. W hotelu dogadujemy się że możemy zostawić plecaki za darmo (na początku chcieli 15$) i już bez obciążenia ruszamy w miasto. Udajemy się na główny plac miasta, oczywiście Imama Khomeiniego, plac nas nie zachwycił więc idziemy na bazar. Tam następne miłe zdarzenie, podchodzimy do stoiska z napojami, przyglądamy się jak są robione i odchodzimy, po chwili podchodzi do nas starszy pan i wręcza nam dwa soki, staramy się trochę protestować lecz On z przemiłym uśmiechem mówi że to podarunek dla nas i szybko odchodzi :)  Po tym zdarzeniu udajemy się do Pałacu Golestan, gdzie znajdują się muzea, my wchodzimy tylko do parku, dookoła przepiękne budynki pałacowe. Siadamy w kawiarni na zewnątrz, zamawiamy kawę (strasznie drogą :( ) i obserwujemy koty które kręcą  się między stolikami, pierwsze które są oswojone i da się je pogłaskać :) W Iranie chyba nie za bardzo lubią koty, a psów to już na pewno nie lubią bo wierzą że pies pogryzł proroka Mahometa. Na szczęście nie okazują do nich żadnych wrogości.

Oglądając i podziwiając fasady budynków pałacowych otaczających park, spotykamy starszego pana który zaprasza nas na rozmowę na ławce. Jest ciekawy co nas skłoniło do przyjazdu do Iranu, i czy nam się tutaj podoba. Wypytujemy go co można tak na szybko (niestety w nocy już wylatujemy) zobaczyć w Teheranie, doradza nam Muzeum Narodowe.

 

 

Potem rozmowa schodzi trochę na politykę, jest ciekawy jak w Polsce jest postrzegany Iran. Mówi jaki stosunek mają Irańczycy do świata. Zapewnia nas ( co już wiemy :) ) że Irańczycy są narodem życzliwym, pomocnym i nie trzeba mieć obaw przed wyjazdem do tego kraju. Daję mu pocztówkę z Mieroszowa i żegnamy się. Idziemy do muzeum, tam oglądamy ekspozycję Starożytnego Iranu. Dużo eksponatów pochodzi z Persepolis.

Po wyjściu z muzeum decydujemy się odwiedzić północne dzielnice Teheranu. Jedziemy metrem, a w  nim wielki kiermasz, obnośni sprzedawcy zachwalają swój towar, a handlują naprawdę wszystkim.  Widzimy też pokaz małego, ale rewelacyjnego urządzenia do wyciskania soku z owoców. W metrze są przedziały dla kobiet i mężczyzn, ale nie jest to rygorystycznie przestrzegane. Czujemy się tak jakby znowu wszystkie oczy były skierowane na nas, czas było przywyknąć :)

Po wyjściu z metra szukamy pałacu, znowu pomoc ludzi okazuje się bezcenna, jest nawet sytuacje gdzie młody chłopak zatrzymuje samochód na ruchliwej ulicy, wysiada, idzie w naszą stronę i mówi że wyglądamy na takich co potrzebują pomocy J bezcenne takie zachowanie. Po dotarciu do pałacu okazuje się że jest już zamknięty, ochrona nie chce nas wpuścić nawet dziedziniec i do parku. Nawet jedna pani która przechodziła w tym czasie obok nas, zaczyna ich strofować że my przejechaliśmy pół świata żeby zobaczyć ten pałac a oni nie chcą nas wpuścić, zaczynają się tłumaczyć że mają takie procedury, że naprawdę nie mogą, my odpuszczamy, żegnamy się i odchodzimy. Na „otarcie łez ‘’ oglądamy z zewnątrz wspaniale oświetlone (jest już ciemno) Muzeum Kinematografii Irańskiej.

Trafiamy do meczetu, gdzie jest jakaś uroczystość, jest piątek więc odbywają się modły piątkowe,  jest dużo ludzi i dekoracje z kwiatów. Dorota zostaje ubrana w specjalny czador i wejściem dla kobiet wchodzi do meczetu. Ja podchodzę do głównego wejścia i pytam się czy mogę wejść w takim stroju (krótkie spodenki), dostaję zgodę „opiekuje” się mną 2 Irańczyków i po zdjęciu butów wprowadzają mnie do środka. Podchodzimy do centralnego miejsca gdzie znajduje się podświetlony na zielono coś jakby grób, ludzie dotykają krat, całują, modlą się i naprawdę płaczą. Niesamowite jak Ci ludzie okazują emocje. Potem jeszcze siadamy w sali głównej na dywanach i rozmawiamy, oni nie znają angielskiego ja perskiego ale jakoś się dogadujemy J pomaga nam człowiek który siedzi obok nas. Jak zwykle są ciekawi co mnie skłoniło do przyjazdu do Iranu i w jakich miejscach byłem. Nikt nie traktuje mnie jakoś inaczej czy jak intruza (w końcu nie jestem muzułmaninem) trochę wzbudza zaciekawienie moja fryzura, pytają się co ona oznacza. Cały meczet wyłożony jest maleńkimi lustrami i bardzo oświetlony, robi to niesamowite wrażenie. Mogę robić zdjęcia, nikomu to nie przeszkadza. U nas nigdy nie pozwolono by żeby jakiś niewierny chodził po kościele i robił zdjęcia podczas mszy, a nawet nie jestem pewny czy byłby świadomie wpuszczony do kościoła.

 

 

Wracamy do hotelu, a tam niemiła niespodzianka, obsługa chce żebyśmy jednak zapłacili za pokój którego nie mieliśmy, leżały tam tylko nasze plecaki. Na szczęście siedzi tam chłopak, okazuje się że jest przewodnikiem, zaczynamy z nim rozmawiać o sporcie, w szczególności o piłce nożnej, sam wspomniał o Lewandowskim J. Dzięki tej rozmowie odzyskujemy bagaże i paszporty które też były w hotelu. Oni dostają ode mnie smycze i biegiem na metro bo już jest późno a metro jeździ tylko do 23.00.

Jedziemy na lotnisko, okazuje się że w nocy metro nie dojeżdża do lotniska, więc ostatni odcinek musimy znowu pokonać taksówką i znowu nieodzowna pomoc Irańczyków w kwestii ogarnięcia tego transportu.

Taksówkę bierzemy wspólnie z jednym Irańczykiem wic będzie taniej :) Podczas pakowania plecaków do bagażnika ,taryfiarz dotyka moich włosów. W taksówce zaczyna mnie przepraszać i pyta się czy tym gestem mnie nie uraził, odpowiadam że nie, że jest ok i widzę ulgę na jego twarzy. Jest 23.30, na lotnisku są już Aga i Wentyl J Spotykamy też Polaków którzy dopiero przylecieli, rozmawiamy, dajemy jakieś rady. Oczywiście nie możemy sobie odmówić i jemy OSTATNIE LODY Z SZAFRANEM :)

Odprawiamy bagaż i o 4.15 żegnamy się z Iranem :( Lecimy do Kijowa, tam przesiadka i około 10 rano jesteśmy w Berlinie na Tegel. Tam lekka nerwówka bo dosyć długo czekamy na bagaże, ale są, nie zagubiły się J Idziemy na kawę, dzwonię do kierowcy Bus – Ekspres i około 12.00 wyjeżdżamy do Polski.

Zmęczeni, szczęśliwi, zadowoleni, wyjazd był MEGA udany, zobaczyliśmy wspaniały kraj, poznaliśmy ludzi o innej kulturze ale wspaniały nastawieniu do turystów. W całym tym och i ach zapomniałem dodać że ZDOBYLIŚMY DAMAVAND, główny cel wyjazdu. Nigdy nie byłem w kraju w którym ludzie podchodzą do ciebie na ulicy i mówią „welcome to my country, welcome to Irania” To jest niesamowite, nawet jak to piszę to mam ciarki na plecach. To naprawdę jest inny Iran niż pokazują go w mediach.  Mimo tego  że, ze względu na fryzurę i ubiór byłem tam trochę „inny”, to ani razu nie odczułem jakiegoś wrogiego zachowania. Tylko dobre relacje i wręcz przyjacielskie zachowanie J. Wracam do domu do Oli i rodziny, ale czuję się jakbym zostawił coś tam na miejscu, jakąś cząstkę siebie. Chciałbym tam kiedyś wrócić.

 


Podsumowanie i koszta

Zjechaliśmy kawał kraju, aż po Zatokę Perską, w sumie około 3200 km. Jestem bogatszy o nowe doświadczenia i nowe znajomości, nowi ludzie w DGN. Odnowione „stare” przyjaźnie :)

2 razy walka o życie, raz na Damavandzie z zimnem  a drugi raz nad Zatoką Perską  z gorącem :)

W Iranie wydałem 430 $, czyli około 30 $ dziennie, tak jak mniej więcej zakładaliśmy przed wyjazdem. A całkowity koszt wyjazdu to jakieś niecałe 4000 zł. Warto było :)

 

Koszta które pamiętam :
550 zł wiza załatwiana w Polsce 
1200 zł bilet lotniczy
250 zł dojazd do Berlina i powrót
15 $ taksówka Teheran – Polour
50 $ - permit
1 000 000 riali : 4 auto z Polour do obozu 2
1 000 000 riali : 8 auto z obozu 2 do Polour
1 000 000 riali : 8 auto z Polour do hostelu ( miejsce nieznane )
15 $ autobus do Teheranu
330 000 riali autobus Teheran – Isfahan
300 000 riali autobus Isfahan – Shiraz
25 $ wycieczka do Persepolis
300 000 riali autobus Shiraz – Buszehr
300 000 riali autobus Buszehr – Shiraz
390 000 riali autobus Shiraz – Jazd
5 $ wycieczka na pustynię
490 000 riali autobus Jazd – Teheran
? – taksówki
Około 1 000 000 riali - wejścia do muzeów i meczetów
 

Noclegi :
540 000 riali schronisko ( 3 noclegi )
12 $ hotel Isfahan
8 $ hotel Shiraz
8 $ hotel Jazd

Spisane na kolanie ;)
Klaudiusz Słomczyński 2017

 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018