Spis treści

Dzień 9 | Isfahan

8.00 śniadanie, a po śniadaniu Aga ogarnia bilety do Shiraz na godz. 0.30 więc mamy cały dzień na zwiedzanie. Pierwszy przystanek mały targ z dywanami obok Pałacu, zostajemy tam poczęstowani gorącą herbatą a jest ponad 35 stopni. W międzyczasie Mario poznaję Irankę z Teheranu, która bardzo chętnie do nas dołącza i razem udajemy się na bazar gdzie kupujemy jakieś pamiątki. Trafiamy też tam w zaułki gdzie już prawie nie ma turystów, są warsztaty gdzie wyrabiane są jakieś garnki, tkane materiały i inne rzeczy. Takie normalne bazarowe życie Irańczyków.

Po rozmowie z Bahar decydujemy się na obiad w tradycyjnej Irańskiej restauracji, jemy tam Dizzi typową irańską potrawę. Kelner pomaga nam ją przyrządzić, nagrałem film jak to robi, sami byśmy sobie nie poradzili. Pobyt w takiej typowej restauracji gdzie nie ma krzeseł i stołów, tylko takie podesty jest ciekawym przeżyciem, nie tylko dla nas bo znowu jesteśmy atrakcją dla miejscowych, przyglądają się i robią nam ukradkiem zdjęcia. Restauracja jest pięknie wykończona, różne tradycyjne naczynia, malowidła na ścianach i suficie oraz kolorowe witraże w oknach.

Po obiedzie poszliśmy na lody szafranowe, a teraz leżymy na trawie w parku i odpoczywamy :) Widzę że odpoczynek w parku to normalna rzecz w Iranie, ludzie leżą na trawie całymi rodzinami, coś szykują do jedzenia, jest to fajna ucieczka od słońca. Poleżeliśmy a potem poszliśmy na dobrą kawę, tam część z nas pożegnała się z Bahar i wróciliśmy do hostelu, szybkie odświeżenie i idziemy z Damianem i Kamilem na Bazar w okolicach Placu Imama. Jest ciemno boczne uliczki wyludnione, bazar fajnie oświetlony. Kupujemy szafran, płacimy jak za złoto ;)  Oczywiście znowu są uśmiechy, zaczepki i przypadkowe rozmowy z miejscowymi, bardzo dużo ludzi podchodzi do nas mówi „welcome to Iran ‘’  i po prostu odchodzi. Piękne dziewczyny się uśmiechają, po prostu raj :)

Wracamy do hostelu, po drodze jemy kebaba i pijemy Istaka. Około 23 taksówkami jedziemy na dworzec. Na dworcu rozmawiam z taksiarzem który z uporem chce nas gdzieś zabrać, pytam go więc ile by kosztował przejazd do Lachistanu ( do Polski ), chwilę milczy i myśli a potem z uśmiechem na twarzy mówi WERY MANY ;)

Godzina 0.30 żegnamy wspaniały Isfahan, wsiadamy do autobusu ( oczywiście V.I.P :) ) i jedziemy do Shiraz.

 

 

Dzień 10 | Shiraz

Po całonocnej jeździe autobusem (super spanie ) docieramy do Shiraz. Taksówkami do hotelu, okazuje się że w pierwszym nie ma miejsca, więc idziemy kawałek dalej i trafiamy do Niaysh Boutique Hotel, gdzie nocleg ze śniadaniem kosztuje całe 8 $ :)

Małe odświeżenie i idziemy zwiedzać. Rano słońce było za chmurami więc wszyscy myśleli że będzie chłodniej, nie było :), a później chmury rozeszły się i było już normalnie :) Zjedliśmy śniadanie na mieście, falafel czyli kotlet z cieciorki i warzywa w bułce, no i oczywiście Istak, pamiętam że tym razem truskawkowy :)

Ja, Damian, Monika i Aga weszliśmy do meczetu, dosyć duży, z fontanną na środku placu i wspaniałymi ceglanymi sklepieniami wspartymi na kamiennych rzeźbionych kolumnach. Po meczecie czas na bazar, gdzie znowu fajna atmosfera, oglądanie bez żadnego nagabywania do kupna. Oczywiście nie możemy sobie odmówić lodów szafranowych :) a na koniec wchodzimy na kawę do miejsca które przypomina starą zakurzoną stodołę. Wszędzie pełno starych sprzętów i zdjęć, a na ścianach kartki z wersetami Koranu. Kawa całkiem dobra, natomiast muzyka, a bardziej czytana opowieść która leciała z radia zaczęła nas usypiać, więc wychodzimy i udajemy się do hotelu na 2 godzinną sjestę J W hotelu były takie fajne drewniane domki z klimatyzacją to tam się rozlokowaliśmy. Przed godziną 18 wypad na miasto, pochodziliśmy trochę uliczkami które zaczęły się zapełniać ludźmi. Zdecydowaliśmy się na wyjazd na następny dzień do Persepolis, więc Sławko załatwił w hotelu wszystko co trzeba :).  Ludzie tutaj chyba mniej mówią po angielsku bo już nas nie zaczepiali tak ja w Isfahanie ale i tak atmosfera mega.

Okazuje się że Artur ma dzisiaj urodziny, staramy się zrobić mu niespodziankę. Dyzio, Aga i Marek ogarniają zakupy, a reszta starała się żeby Artur nie poszedł pod wieczór gdzieś na miasto :) Urodziny niespodzianka odbyły się na dachu hotelu, były ciastka, pomidory, falafele, orzeszki i ogromna ilość Istaków  :) Artur totalnie zaskoczony :)

Po urodzinach ja, Damian, Monika, Dorota, Mario i Krzysiek idziemy obejrzeć Twierdzę, niestety tylko z zewnątrz, ale i tak było warto, fajnie podświetlona. Potem chcemy dojść do Mauzoleum, pomaga nam 2 Irańczyków którzy prowadzą nas ciemnymi uliczkami i opuszczonymi zaułkami. Zamiast do Mauzoleum które w nocy jest zamknięte, trafiamy do meczetu gdzie niestety nas nie wpuszczają ze względu na nasze krótkie spodenki. Wracamy do hotelu, po drodze z Damianem i Dorotą wchodzimy do budynku gdzie palą się zielone światła, jest pełno flag, a na sali obok leci jakaś muzyka i bawią się ludzie. Nie wiem co to była za impreza ale czułem się dziwnie a po spojrzeniach kilku miejscowych wywnioskowałem że Dorota jako kobieta nie powinna tam przebywać więc wyszliśmy. W hotelu byliśmy po 23.

 

 

Dzień 11 | Persepolis + Nagsz-e Rostam (Nekropolis)

Pobudka o 6.30, o 7.00 śniadanie w hotelu, a około 7.40 wyjazd busami ( 12 osób z naszej grupy ) do Persepolis, według mnie najciekawszy punkt zwiedzania na mapie Iranu. Miejsce mocno rozkradzione z zabytków, w sumie zostało niewiele, ale dotknąć ręką historii Persów, bezcenne. Przewodnik opowiadał dużo, szkoda że po angielsku L ale coś tam do głowy dotarło. Spędziliśmy tam około 2 godz. na szczęście przed południem to tak nie grzało. Teren spory, stało tutaj kilka pałaców i były koszary Gwardii Pałacowej która chroniła to miejsce, w pobliskiej górze wykute są pomieszczenia gdzie znajdował się skarbiec i spichlerz. Widok z góry niesamowity, rozległa dolina otoczona górami i pozostałości po starożytnym mieście. Następny punkt zwiedzania to Nagsz-e Rostam (Nekropoils), dolina królów, gdzie w skale wykute są komory grobowe w których pochowano 4 Perskich królów, znajduje się tam też kamienna wieża świątyni ognia z V w. p.n.e. Niestety miejsce splądrowano już w czasach Aleksandra Wielkiego.

Znowu ciekawe zdarzenie w Persepolis,  2 Iranki były tak przekonujące (czytaj ładne) że musiałem się wrócić pod górę bo chciały sobie zrobić zdjęcie (znowu gdzie zachowanie obyczajów :) ), wiem że inni też pozowali do zdjęć.  

Wracamy do hotelu około 13.30. Podejmujemy decyzję że część grupy jedzie nad Zatokę Perską a reszta do Jazd. Bilety mamy na godz. 22.00 więc idziemy jeszcze na miasto. Poszliśmy coś zjeść znowu wylądowaliśmy na bazarze ;). Potem jeszcze idziemy pod meczet, tam zaczepiła mnie młoda dziewczyna z bratem i matką, chcieli sobie zrobić zdjęcia. Rodzinka była przesympatyczna, dziewczyna dostała ode mnie kartkę z Mieroszowa. Poprosiła mnie żebym się jej na tej kartce podpisał, reszta śmiała się że wyglądam jak gwiazdor filmowy podczas rozdawania autografów. Podczas odjeżdżania przez nich samochodem poleciały jeszcze całusy w naszą stronę :) Miłe zdarzenie, ci ludzie naprawdę się cieszyli że mogą sobie z nami porobić zdjęcia i porozmawiać, za kilka lat gdy więcej ludzi zacznie jeździć do Iranu takie zachowania zanikną, więc cieszę się że my tego doświadczyliśmy :)

Wracamy do hotelu, jest już wieczór, ja, Kamil, Monika, Damian, Dorota, Artur, Krzysiek i Mario żegnamy się z resztą grupy, jedziemy nad Zatokę Perską i najprawdopodobniej już się w Iranie nie spotkamy :( Dostajemy się taksówkami na dworzec, gdzie oczywiście małe zamieszanie i zainteresowanie nami, pomału do tego się przyzwyczajamy :)  i o 22.00 wyruszamy autobusem do Buszehr, nad Zatokę Perską.

Ja i Damian jeszcze będąc w Polsce rozmawialiśmy że warto by było zobaczyć Zatokę, cieszę się że jesteśmy już o krok od realizacji tego zamierzenia, podobno jest tam ciepło, cieplej niż w tutaj, w centrum Iranu.

 

 

Dzień 12 | Busehr i okolice

Przyjeżdżamy na miejsce około 3 rano, taksówkami dostajemy się w okolice plaży miejskiej i promenady, jak tu jest ciepło. Szukamy jakiegoś sklepu żeby kupić coś do jedzenia, niestety wszystko pozamykane, więc idziemy spać na trawniku przy plaży. Wstajemy po 7, Artur już zdążył zrobić zakupy więc jemy śniadanie i ruszamy promenadą w poszukiwaniu jakiejś kawiarni. Znajdujemy kawiarnię gdzie dostajemy dobrą kawę i tam też staramy się dowiedzieć czy jest w okolicy jakaś dzika plaża, gdzie moglibyśmy się rozbić. Dostajemy namiary, łapiemy więc 2 taksówki i tam jedziemy, taksiarz co prawda jak się dowiedział gdzie ma jechać to zrobił zdziwioną minę, ale nas zawiózł. Po drodze mijaliśmy jakieś koszary i instalacje wojskowe, niedaleko jest lotnisko wojskowe i cywilne a w pobliżu znajduje się też elektrownia atomowa która jest kością niezgody w tym rejonie świata. No i okazało się że trafiliśmy na plaże która wyglądała jak poligon wojskowy, jakieś betonowe zasieki i  żadnych drzew czy innego cienia gdzie można by się schować przed słońcem, do najbliższych zabudowań ponad 500 m. Byliśmy lekko przerażeni, chyba w Iranie nie znają pojęcia „ dzika plaża ‘’, stwierdzamy że tu nie zostajemy a kierowcy mówią że zawiozą nas w miejsce gdzie jest plaża i cień. Trafiamy w dosyć fajne miejsce, jest plaża  na której są skałki gdzie można się ukryć przed słońcem, a nasze dziewczyny mogą się swobodnie wykąpać, nad plażą jest mały park a w pobliżu są sklepy.

Idziemy z Damianem i Krzyśkiem do sklepu, robimy zakupy, przeważnie napoje bo jest niemiłosiernie gorąco i coś do jedzenia. W sklepie trafiamy też na Istaka kokosowego, poezja smaku :) Na plaży każdy ( oprócz Artura i Krzyśka J ) szuka jakiegoś cienia, nie ma wiatru jest ponad 40 stopni a wejście do wody też nie daje ochłody, woda jest po prostu GORĄCA, spędzamy tak 2–3 godz. i  niestety uciekamy do parku. Jest niesamowicie gorąco, a mimo to wilgotność powietrza jest tak wysoka że ubranie jest cały czas wilgotne. Popołudnie spędzamy w parku, czekamy na zachód słońca z nadzieją że zrobi się chłodniej ( nie zrobiło się :( ). Po burzliwych ;) rozmowach decydujemy że zostajemy tylko do jutra i UCIEKAMY. Artur i Krzysiek postanawiają zostać jeszcze jeden dzień.  Damian wynajduje fajne miejsce na nocleg, taki taras nad plażą, więc się tam przenosimy. Robimy zdjęcia z zachodem słońca, chłodzimy się bezalkoholowym piwem Baltika J. Jakąś godzinę  przed zachodem zaczynają się dopiero  schodzić ludzie na plażę, a ja się dziwiłem dlaczego wcześniej nie było nikogo. Po prostu jest za gorąco, tutaj robi się tłoczno wieczorem i tak jest do rana, o 4 rano jeszcze byli ludzie na plaży.

Jest około 21, siedzę bez koszulki w samych spodenkach a mokry jestem jak bym dopiero wyszedł z pod prysznica,  apropo prysznica, myjemy się tutaj w takiej niezbyt czystej publicznej toalecie, taki mały hardkorek :)

Murek na tarasie tak nagrzany że działa jak piec, dosłownie wali z niego gorąco.  Mario, Dorota i Kamil jadą kupić bilety na dworzec, Artur z Krzyśkiem idą na miasto na kolację, Damian i Monika próbują się zdrzemnąć a ja siedzę i piszę pamiętnik :)

Podchodzą do nas 2 małe kotki i ich matka. Karmię je kabanosami, są strasznie nieufne ale buszują między naszymi plecakami. Tak się zastanawiam, jestem na terenach starożytnej Persji więc to są chyba „ Perskie” koty, a nie wyglądają  :)

Nie spotkaliśmy tutaj nikogo kto mówi choć trochę po angielsku, a mimo to miejscowi bardzo chcą z nami złapać jakiś kontakt. W sklepie miła, wręcz rodzinna atmosfera a na ulicach zatrzymywały się auta i ludzie machali do nas. Jest to miejsce na uboczu i chyba nie zagląda tu wielu turystów z zagranicy, fajnie jest trafić w takie miejsce jeszcze nie zepsute zachodnim turystą.

Wraca ekipa z biletami oraz Artur z Krzyśkiem i mówią nam gdzie można coś zjeść. Idziemy z Damianem, niedaleko parku jest na wzniesieniu budka wartownicza i siedzi tam wartownik, jak przechodzimy to słyszymy charakterystyczny dźwięk przeładowywanego kałacha,  wartownikowi się nudzi i się bawi bronią a mi zimny pot wylał się na plecy, Damian poczuł to samo. Jemy po hamburgerze, kupujemy też dla Moniki i wracamy do naszego piekiełka :)

Noc niesamowicie gorąca, spałem na samym materacu, bez koszulki a i tak zalewałem się potem. Impreza na plaży trwała do prawie 4 rano, grały jakieś bębny i było sporo ludzi. Nad naszym tarasem była taka galeryjka z barierkami więc ludzie oglądali sobie nas jak w zoo, robili nam zdjęcia, wzbudziliśmy chyba spore zainteresowanie w tym dniu, przebywaliśmy tam bez koszulek a w Iranie jest to zabronione.

Na koniec chcę dodać że nie żałuję tego wyjazdu nad Zatokę Perską, było niemiłosiernie gorąco, ale kąpiel w tak gorącej wodzie to jednak fajne przeżycie. Teraz już wiem co oznacza gorące lato :)

 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018