Spis treści

Dzień 15 | Teheran

Do Teheranu docieramy około 7 rano, dziwna sytuacja w autobusie, stoimy na ruchliwej ulicy a obsługa autobusu, mówi do nas że to Teheran i każe nam wysiąść,  nie jesteśmy na żadnym dworcu, Dorota coś próbuje się z nimi dogadywać a ja widzę przez okno że nasze plecaki już są wyciągnięte i lezą na chodniku, więc wysiadamy ale czujemy się jakbyśmy zostali wyrzucenie z tego autobusu. Okazuje się że jesteśmy na ruchliwej ulicy, przy samym dworcu, dziwne że autobus tam nie wjechał. Niedaleko dworca widzimy wieżę Azadi, więc tam idziemy, chcemy wejść do środka, jest tam małe muzeum i można wjechać na górę, gdzie jest taras widokowy. Pod wieża zaczepia nas rodzina z Kurdystanu, nie rozmawiają po angielsku więc porozumiewamy się za pomocą translatora w telefonie jednej z dziewczyn. Robimy sobie razem zdjęcia, pijemy herbatę kupioną od człowieka który leje ją z termosu :) Dostają od nas widokówki i smycze, spędzamy tak około godziny, starsza Pani która jest z nimi jest przesympatyczna, jak by mogła to by nas chyba nawet utuliła, cały czas się uśmiechała  a buzia jej się nie zamykała. Bardzo miłe to było. Niestety nie doczekaliśmy się na otwarcie wieży, więc żegnamy się i metrem ruszamy w stronę centrum. Podczas wsiadania do metra słyszę od grupki młodych ludzi takie żartobliwe stwierdzenie TURIST–TERRORIST :)

 

 

W metrze zaczepia nas jeden pan i proponuje pomoc, myślę że nie jechał do centrum, a jednak z nami pojechał. Tam zaprowadził nas na bazar, pokazał gdzie jest hotel i nawet chciał zabrać nas do muzeum, delikatnie odmówiliśmy ze względu na ciężkie plecaki które chcieliśmy gdzieś zostawić.  Pożegnaliśmy się z Nim, stwierdził że musi wracać do pracy, w międzyczasie odebrał kilka telefonów i widać było jak by się z czegoś tłumaczył, więc myślę że naprawdę oferując nam pomoc zawalił pracę.

Idziemy coś zjeść, Dorota zamawia omlet z pomidorami a ja spaghetti, do picia gazowany ajran, w moim spaghetti są też frytki, dziwne ale smaczne :) W barze stoi wielki samowar więc pytamy się czy możemy się napić herbaty, no zostajemy poczęstowani za free. W hotelu dogadujemy się że możemy zostawić plecaki za darmo (na początku chcieli 15$) i już bez obciążenia ruszamy w miasto. Udajemy się na główny plac miasta, oczywiście Imama Khomeiniego, plac nas nie zachwycił więc idziemy na bazar. Tam następne miłe zdarzenie, podchodzimy do stoiska z napojami, przyglądamy się jak są robione i odchodzimy, po chwili podchodzi do nas starszy pan i wręcza nam dwa soki, staramy się trochę protestować lecz On z przemiłym uśmiechem mówi że to podarunek dla nas i szybko odchodzi :)  Po tym zdarzeniu udajemy się do Pałacu Golestan, gdzie znajdują się muzea, my wchodzimy tylko do parku, dookoła przepiękne budynki pałacowe. Siadamy w kawiarni na zewnątrz, zamawiamy kawę (strasznie drogą :( ) i obserwujemy koty które kręcą  się między stolikami, pierwsze które są oswojone i da się je pogłaskać :) W Iranie chyba nie za bardzo lubią koty, a psów to już na pewno nie lubią bo wierzą że pies pogryzł proroka Mahometa. Na szczęście nie okazują do nich żadnych wrogości.

Oglądając i podziwiając fasady budynków pałacowych otaczających park, spotykamy starszego pana który zaprasza nas na rozmowę na ławce. Jest ciekawy co nas skłoniło do przyjazdu do Iranu, i czy nam się tutaj podoba. Wypytujemy go co można tak na szybko (niestety w nocy już wylatujemy) zobaczyć w Teheranie, doradza nam Muzeum Narodowe.

 

 

Potem rozmowa schodzi trochę na politykę, jest ciekawy jak w Polsce jest postrzegany Iran. Mówi jaki stosunek mają Irańczycy do świata. Zapewnia nas ( co już wiemy :) ) że Irańczycy są narodem życzliwym, pomocnym i nie trzeba mieć obaw przed wyjazdem do tego kraju. Daję mu pocztówkę z Mieroszowa i żegnamy się. Idziemy do muzeum, tam oglądamy ekspozycję Starożytnego Iranu. Dużo eksponatów pochodzi z Persepolis.

Po wyjściu z muzeum decydujemy się odwiedzić północne dzielnice Teheranu. Jedziemy metrem, a w  nim wielki kiermasz, obnośni sprzedawcy zachwalają swój towar, a handlują naprawdę wszystkim.  Widzimy też pokaz małego, ale rewelacyjnego urządzenia do wyciskania soku z owoców. W metrze są przedziały dla kobiet i mężczyzn, ale nie jest to rygorystycznie przestrzegane. Czujemy się tak jakby znowu wszystkie oczy były skierowane na nas, czas było przywyknąć :)

Po wyjściu z metra szukamy pałacu, znowu pomoc ludzi okazuje się bezcenna, jest nawet sytuacje gdzie młody chłopak zatrzymuje samochód na ruchliwej ulicy, wysiada, idzie w naszą stronę i mówi że wyglądamy na takich co potrzebują pomocy J bezcenne takie zachowanie. Po dotarciu do pałacu okazuje się że jest już zamknięty, ochrona nie chce nas wpuścić nawet dziedziniec i do parku. Nawet jedna pani która przechodziła w tym czasie obok nas, zaczyna ich strofować że my przejechaliśmy pół świata żeby zobaczyć ten pałac a oni nie chcą nas wpuścić, zaczynają się tłumaczyć że mają takie procedury, że naprawdę nie mogą, my odpuszczamy, żegnamy się i odchodzimy. Na „otarcie łez ‘’ oglądamy z zewnątrz wspaniale oświetlone (jest już ciemno) Muzeum Kinematografii Irańskiej.

Trafiamy do meczetu, gdzie jest jakaś uroczystość, jest piątek więc odbywają się modły piątkowe,  jest dużo ludzi i dekoracje z kwiatów. Dorota zostaje ubrana w specjalny czador i wejściem dla kobiet wchodzi do meczetu. Ja podchodzę do głównego wejścia i pytam się czy mogę wejść w takim stroju (krótkie spodenki), dostaję zgodę „opiekuje” się mną 2 Irańczyków i po zdjęciu butów wprowadzają mnie do środka. Podchodzimy do centralnego miejsca gdzie znajduje się podświetlony na zielono coś jakby grób, ludzie dotykają krat, całują, modlą się i naprawdę płaczą. Niesamowite jak Ci ludzie okazują emocje. Potem jeszcze siadamy w sali głównej na dywanach i rozmawiamy, oni nie znają angielskiego ja perskiego ale jakoś się dogadujemy J pomaga nam człowiek który siedzi obok nas. Jak zwykle są ciekawi co mnie skłoniło do przyjazdu do Iranu i w jakich miejscach byłem. Nikt nie traktuje mnie jakoś inaczej czy jak intruza (w końcu nie jestem muzułmaninem) trochę wzbudza zaciekawienie moja fryzura, pytają się co ona oznacza. Cały meczet wyłożony jest maleńkimi lustrami i bardzo oświetlony, robi to niesamowite wrażenie. Mogę robić zdjęcia, nikomu to nie przeszkadza. U nas nigdy nie pozwolono by żeby jakiś niewierny chodził po kościele i robił zdjęcia podczas mszy, a nawet nie jestem pewny czy byłby świadomie wpuszczony do kościoła.

 

 

Wracamy do hotelu, a tam niemiła niespodzianka, obsługa chce żebyśmy jednak zapłacili za pokój którego nie mieliśmy, leżały tam tylko nasze plecaki. Na szczęście siedzi tam chłopak, okazuje się że jest przewodnikiem, zaczynamy z nim rozmawiać o sporcie, w szczególności o piłce nożnej, sam wspomniał o Lewandowskim J. Dzięki tej rozmowie odzyskujemy bagaże i paszporty które też były w hotelu. Oni dostają ode mnie smycze i biegiem na metro bo już jest późno a metro jeździ tylko do 23.00.

Jedziemy na lotnisko, okazuje się że w nocy metro nie dojeżdża do lotniska, więc ostatni odcinek musimy znowu pokonać taksówką i znowu nieodzowna pomoc Irańczyków w kwestii ogarnięcia tego transportu.

Taksówkę bierzemy wspólnie z jednym Irańczykiem wic będzie taniej :) Podczas pakowania plecaków do bagażnika ,taryfiarz dotyka moich włosów. W taksówce zaczyna mnie przepraszać i pyta się czy tym gestem mnie nie uraził, odpowiadam że nie, że jest ok i widzę ulgę na jego twarzy. Jest 23.30, na lotnisku są już Aga i Wentyl J Spotykamy też Polaków którzy dopiero przylecieli, rozmawiamy, dajemy jakieś rady. Oczywiście nie możemy sobie odmówić i jemy OSTATNIE LODY Z SZAFRANEM :)

Odprawiamy bagaż i o 4.15 żegnamy się z Iranem :( Lecimy do Kijowa, tam przesiadka i około 10 rano jesteśmy w Berlinie na Tegel. Tam lekka nerwówka bo dosyć długo czekamy na bagaże, ale są, nie zagubiły się J Idziemy na kawę, dzwonię do kierowcy Bus – Ekspres i około 12.00 wyjeżdżamy do Polski.

Zmęczeni, szczęśliwi, zadowoleni, wyjazd był MEGA udany, zobaczyliśmy wspaniały kraj, poznaliśmy ludzi o innej kulturze ale wspaniały nastawieniu do turystów. W całym tym och i ach zapomniałem dodać że ZDOBYLIŚMY DAMAVAND, główny cel wyjazdu. Nigdy nie byłem w kraju w którym ludzie podchodzą do ciebie na ulicy i mówią „welcome to my country, welcome to Irania” To jest niesamowite, nawet jak to piszę to mam ciarki na plecach. To naprawdę jest inny Iran niż pokazują go w mediach.  Mimo tego  że, ze względu na fryzurę i ubiór byłem tam trochę „inny”, to ani razu nie odczułem jakiegoś wrogiego zachowania. Tylko dobre relacje i wręcz przyjacielskie zachowanie J. Wracam do domu do Oli i rodziny, ale czuję się jakbym zostawił coś tam na miejscu, jakąś cząstkę siebie. Chciałbym tam kiedyś wrócić.

 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018