Spis treści

Dzień 7 | Jak nie Elbrus to co?

Wstajemy ok. 7.00, jemy śniadanie, składamy namiot i nie śpiesząc się schodzimy w dół, jest super pogoda, tutaj lekki mrozik, ale schodząc coraz niżej już trzeba będzie się rozbierać. Podziwiamy widoki, robimy zdjęcia, krótki postój przy kościółku, robi się coraz cieplej, mam na sobie grube spodnie, nie ma za bardzo się, gdzie przebrać więc trzeba się będzie męczyć ten ostatni odcinek :( Około południa jesteśmy w Kazbegi, wstępujemy na piwo do mojego znajomego, Jarek jeszcze zostaje coś zjeść a ja idę na pokój się wykąpać, śpimy w tym samym miejscu co pierwszej nocy. Po drodze mijam informację turystyczną, nie było jej tu 2 lata temu, widzę napis, że organizują Supry, czyli uczty gruzińskie, więc wchodzę do środka się dowiedzieć, jak to organizują. I niespodzianka, właścicielką jest Polka, Ewa Stachura obiecuje, że dzisiaj zorganizuje Suprę dla nas, umawiamy się na godzinę 19.00. Idę się ogarnąć i poinformować chłopaków, że idziemy dzisiaj na Suprę, mam nadzieję, że nie wyszedłem przed szereg i że będą chętni na takie spędzenie wieczoru. W miasteczku dziwne poruszenie, latają śmigłowce, coś się dzieje. Po dotarciu na kwaterę informuję resztę ekipy o wieczornej kolacji, wszyscy są tym zainteresowani, wychodzą na piwo a ja obiecuję, że jak się wykąpię i ogolę to do nich dołączę. Spotykamy się u mojego znajomego, znam go z poprzednich moich pobytów w Kazbegi, prowadzi mały lokal, pomagają mu rodzice. O 19.00 spotykamy się z Ewą i idziemy na Suprę, odbędzie się ona w starym domu, jest już wszystko przygotowane, podają nam najróżniejsze Gruzińskie potrawy, wino i czaczę, czyli miejscowy bimber. Niestety docierają do nas dwie niepokojące wiadomości, jedna związana jest z zamieszaniem które zauważyłem wcześniej w miasteczku. Na drogę prowadzącą do jedynego przejścia granicznego między Gruzją i Rosją, spadła lawina kamieni, zrobił się spory zator i nie ma przejazdu. Z tego powodu Rosjanie zamknęli przejście graniczne, może tak być zamknięte nawet miesiąc. Czyli jedyna droga lądowa na Elbrus jest zamknięta, na szybko próbujemy jakoś rozwiązać te sprawę, obmyślamy plan dotarcia z Batumi do Soczi i dalej pod Elbrus, niestety promy pływają 2 razy w tygodniu i nie zdążymy wrócić na samolot do kraju. Nic nie możemy na tę sytuację poradzić :(

Jest nas 12 osób + Ewa i jedyne co możemy w tej sytuacji zrobić to napić się pysznych gruzińskich trunków, i tutaj dopada nas druga niemiła wiadomość tego dnia, nasi gospodarze nie byli przygotowani na tak spragnionych turystów i po prostu brakło alkoholu :(  Niepocieszeni odprowadzamy Ewę, wracamy na nasze kwatery i idziemy grzecznie do łóżek ;)  
 

 

Dzień 8 | Tbilisi

Wstajemy po 8.00, większość z nas odczuwa skutki wczorajszej uczty, idziemy do Ewy do biura, może ma jakieś nowe informacje, niestety granica zamknięta, więc nasz wyjazd na Elbrus jest już niestety odwołany :(. Ustalamy więc że jedziemy do Tbilisi i tam będziemy się zastanawiać co dalej. Żegnamy się z Ewą, idziemy na busa i jedziemy do Tbilisi. Na miejscu Cebul dostaje informacje, że jego plecak jest na lotnisku w Kutaisi, razem z Markiem jadą go odebrać, a my załatwiamy nocleg w polskim hostelu Villa Opera. Zostawiamy nasze rzeczy i jedziemy zwiedzać miasto, dostajemy się taksówkami do centrum, idziemy ulicą Rustaveli, najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta przy której znajdują się potężne gmachy Narodowego Muzeum Sztuk Pięknych oraz Gruzińskie Muzeum Narodowe, dochodzimy do Placu Wolności który jest ogromnym rondem na którego środku stoi potężna kolumna ze złotym pomnikiem św. Jerzego,  potem udajemy się na Most Pokoju i oglądamy przepięknie oświetloną Twierdzę Narikala, skręcamy w okolice starego miasta, podchodzimy do nietypowej rzeźby poświęconej Berikaobie – starej kulturze pogańskiej, wyglądającej jak krąg tańczących ludzi, mijamy posąg latarnika na drabinie zapalającego latarnie,  idziemy coś zjeść, uroczych i klimatycznych knajpek jest tu bez liku,  a na sam koniec dnia odwiedzamy Polską knajpę „ Warszawa ‘’, okazuje się że jest to dosyć już znane miejsce i jedno z tańszych więc przychodzi tu sporo ludzi. Spędzamy tam czas do około 2.00 w nocy a następnie taksówkami wracamy pod hostel, nasi taksiarze nie do końca wiedzą, gdzie znajduje się nasz hostel i trochę krążą po okolicy, wreszcie jakoś się udaje. W hostelu wszyscy idą od razu spać, nad ranem wracają Marek z Cebulem. Następny dzień pełen wrażeń.

 

 

Dzień 9 | Jedziemy do Armenii

Wstajemy około 8.00, jemy w hostelu śniadanie, zbieramy się w świetlicy i naradzamy się co dalej robimy, wyjazd do Rosji jest już niemożliwy. Nikt za bardzo nie chce do końca wyjazdu leżeć na plaży czy włóczyć się po miastach. Przypominam sobie rozmowę z Czechami po Kazbekiem i rzucam propozycję, Aragac w Armenii, jest to najwyższy szczyt tego kraju, były wulkan a liczy sobie 4090 m. Zaczynamy dyskutować, wszystkie za i przeciw, po dłuższej naradzie decydujemy się jechać. Okazuje się, że Kuba, właściciel hostelu może nam załatwić Forda Transita z kierowcą za rozsądne pieniądze. Auto może być na godzinę 17.00, szykujemy rzeczy, nikt z nas nie był w Armenii więc nadrabiamy zaległości. Zamawiamy obiad w hostelu, praktycznie nie ruszamy się nigdzie dalej jak do sklepów. Uzupełniamy zapasy, robimy zakupy na podróż. Po godzinie 17.00 przyjeżdża nasz transport, trochę wysłużony i bez klimatyzacji, oj będzie gorąco. Ładujemy plecaki na dach, zimne napoje w dłoń i w drogę :) Granicę przekraczamy bez problemu, dzisiaj Polska gra na mistrzostwach Europy, akurat jak jesteśmy na granicy, podchodzą do nas Armeńscy celnicy, pytają się skąd jesteśmy na odpowiedź, że z Polski mówią że właśnie wygraliśmy ze Szwajcarią, radość, już nawet nas nie sprawdzają, pytają się tylko dokąd jedziemy i życzą powodzenia. Po jakiejś godzinie zaczyna robić się ciemno, widzimy ciekawe zjawisko, górę w kształcie wulkanu i wydobywający się z niej dym, niestety nie ma czynnych wulkanów w tym rejonie, prawdopodobnie gdzieś jest wielki komin, i to tak wygląda. Naszym celem jest dojechać pod jezioro Kari, obok usytuowana jest opuszczona placówka naukowa, w której w roku 1943 zostały zainicjowane badania promieniowania kosmicznego na dużych wysokościach. Dojeżdżamy na miejsce, nie rozbijamy namiotów, część z nas śpi w aucie a część na bagażach na dachu. Jest chłodno, w samochodzie strasznie niewygodnie, prawie nie spałem tej nocy :( 
 

 

 

Najnowsze komentarze

  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018
  • Iga powiedział(a) Więcej
    Też Cię kocham Braciszku :*
    Dzięki za przypomnienie tego wyjazdu. Przepiękne miejsce i fantastyczni ludzie.... środa, 14 listopad 2018