Spis treści

Elbrus, Czeczenia, Gruzja i wojaże po Kaukazie, czyli nie zostawiam niedokończonych spraw.

Termin 25 sierpień – 4 wrzesień 2018

Pomysł z Elbrusem chodził mi po głowie od 2016 r. Wtedy nie udało mi się wjechać do Rosji z powodu zamkniętej granicy (opisuję to w dzienniku Kaukaz 2016). Teraz udało mi się znaleźć chętnych, ustalić termin i w taki oto sposób z Tomkiem i Koniem, wyruszamy zdobyć jeden ze szczytów Korony Ziemi, to jest główny cel, wyjazdu, a co będzie działo się dodatkowo zapraszam do przeczytania tego dziennika :)

 

Dzień 1 | Podróż + dotarcie do Kazbegi

Wieczorem jedziemy do Wrocławia, oczywiście nie obejdzie się bez nerwów, okazuje się że paszporty Konia i Tomka są…… w Poznaniu, ktoś ma je przekazać przesyłką konduktorską, ciekawe czy dotrą ? Za pierwszym nadaniem się nie udało, konduktor nie zgodził się przyjąć dowiadując się, że to paszporty, nie mogą przewozić dokumentów, na szczęście udaje się nadać następnym pociągiem i około godziny 21.00 odbieramy przesyłkę na dworcu, a już myślałem, że polecę sam na tę wyprawę.  Nocujemy z Koniem w mieszkaniu jego znajomych, o 4.00 rano Paula odwozi nas na lotnisko, tam spotykamy się z Tomkiem, nadajemy bagaże i o 5.45 lecimy do Kutaisi do Gruzji. To już moja czwarta podróż do tego kraju. Lądujemy po trzech godzinach, odbieramy bagaże i załatwiamy transport do Kazbegi, u prywatnych taksiarzy, którzy stoją pod lotniskiem, mocno się przy tym targujemy, cena jaką nam proponują jest kosmiczna. Po ustaleniu ceny, ruszamy w podróż, po drodze wymieniamy pieniądze, zatrzymujemy się, żeby kupić chaczapuri, tradycyjny gruziński placek i coś do picia, po drodze nasz kierowca oferuje nam 5 litrów wina z własnej roboty, nie odmawiamy, nabywamy ten trunek. Około 17.00 jesteśmy na miejscu, zostawiamy bagaże w Mountain Travel, agencji prowadzonej przez Polaków i idziemy na jakieś zakupy. Wracamy do biura, miłe przyjęcie prze obsługę, spędzamy tam czas do 19.00, czyli do zamknięcia. Na rano mamy umówiony transport do Azau, miasteczka pod Elbrusem.  Idziemy pod wiatę do parku nieopodal biura, decydujemy się tutaj zostać na noc, lokalizacja świetna, łapiemy zasięg Wi-Fi z biura więc możemy dzwonić do najbliższych :). Robimy kolację i otwieramy nasze wino, długo siedzimy i rozmawiamy, opróżniamy około 4 litrów wina, dobre choć piłem już lepsze w Gruzji. Idziemy spać, wskakujemy do śpiworów, ja na blacie stołu a chłopaki na ławkach, w nocy chłodno, ale śpiwór daje radę. Jestem tutaj już czwarty raz, czuje się już mocno związany z tym miejscem i tymi górami. W oddali góruje nad okolicą potężna sylwetka Kazbeku, świeci księżyc i pięknie oświetla okolicę, jest po prostu pięknie :)

 


 

Dzień 2 | Granica + droga do Azau

Pobudka o 5.30. pogoda rewelacyjna, żadnej chmury na niebie, zbieramy się i podchodzimy pod biuro, gdzie ma podjechać nasz transport. Niestety transport się nie zjawia, czekamy do 6.40. i kontaktujemy się z dziewczyną, która go załatwiała, okazuje się, że kierowca utknął na granicy i nie przyjedzie po nas. Przed 8.00 podjeżdża inne auto i jedziemy. Do granicy dojeżdżamy dosyć szybko, to kilkanaście kilometrów, granicę gruzińską przekraczamy bez problemów, za to na rosyjskiej jest spora kolejka, kierowca mówi, że może to trwać nawet 5 godzin, i nie mylił się, po 11.00 podjeżdżamy dopiero do kontroli, sprawdzają auto i paszporty, auto przepuszczają a my musimy czekać, nikt nam nic nie mówi, stoimy po prostu przy okienku, są odprawiane inne osoby a nas jakby nie widzieli. Po dłuższym oczekiwaniu podchodzi do nas jakiś człowiek w koszuli i mówi żebyśmy poszli za nim. Słabo zna angielski, dogaduję się z nim po rosyjsku, zaczyna się dziwne przesłuchanie po co jedziemy, czy mam rodzinę, czy byłem w wojsku, kiedy i co tam robiłem, czy teraz pracuję i co robię, interesuje ich moja wiza do Iranu którą mam w paszporcie, trwa to jakieś 30 minut na całą naszą trójkę.  Po czym jesteśmy odprowadzeni do okienka, wbijają nam pieczątki w paszport i możemy ruszać dalej. Po drodze zatrzymujemy się coś zjeść, pierożki z kapustą lub z mięsem, takie danie na szybko, smażone na głębokim oleju, bardzo pyszne. Po drodze zajeżdżamy do Władykaukazu, zmieniamy auto, nasz kierowca jest zmęczony, teraz będzie jechał jako pasażer. Po drodze przepiękne widoki, choć widać przy rzece, obok której jedziemy, że niedawno była tu spora powódź. Do Azau docieramy przed 17.00, rozliczamy się z naszym kierowcą. Niestety nie zdążymy dzisiaj na kolejkę, którą podjedziemy trochę w górę, więc załatwiamy sobie nocleg w hotelu. Spotykamy czworo Polaków, którzy dzisiaj zeszli z Elbrusa, wyciągamy od nich potrzebne nam informacje, chwilę rozmawiamy, nie ma tu żadnego kantoru, więc idąc na kolacje szukamy knajpki, w której można płacić kartą, zamawiamy jakieś lokalne specjały i lokalne piwo. Robi się ciemno, wracamy do hotelu, dzwonię do Oli, potem kąpiel i idziemy spać. Jutro czeka nas przygoda.

 


 

Dzień 3 | Obóz 1 i ostatni :)

Wstajemy o 7.00. idziemy na śniadanie, w knajpce najbliżej wyciągu zamawiamy jajecznicę, herbatę, pieczywo, chcemy płacić kartą i okazuje się, że nie można, XXI wiek, pełno turystów a knajpa zacofana, obcej waluty też nie chcą tylko ruble, których nie mamy :( Koniu zostaje, a my z Tomkiem szukamy kogoś kto kupi od nas dolary, nikt za bardzo nie chce, zaczynamy się trochę stresować, zamiast wjeżdżać teraz kolejką do góry, biegamy jak handlarze dolarów, udaje nam się sprzedać 100 dolarów babciom na targu, wracamy płacimy za śniadanie, idziemy na kolejkę, kupujemy bilety,( na szczęście można tu płacić kartą ), do stacji Mir na wysokości 3500 m. i ruszamy do góry. Po kilkunastu minutach jesteśmy przy Mirze, idziemy dalej do góry, chcemy dojść do Priuta 11 na wysokość 4200 m. albo jeszcze wyżej. Przy górnej stacji kolejki tzw. Beczek, podchodzi do nas Rosjanin i mówi, że musimy wykupić pozwolenie na wejście na szczyt, koszt 300 rubli od osoby, do tej pory niczego takiego nie było, więc podejrzewamy, że to ściema. Pokazuje nam co prawda jakieś plakietki, ale nie wierzymy, delikatnie sugerujemy, że to mafia i nie będziemy płacić, zaczyna się trochę słowna przepychanka, podchodzi drugi Rosjanin, przy nas wypisuje pozwolenie na wejście innym ludziom widzimy, że to nie przelewki, godzimy się, atmosfera się trochę rozładowała, wychodzi jeszcze, że kwit muszę wypisać sam, bo nie ogarniają mojego nazwiska po rosyjsku:). Ubożsi o 900 rubli ruszamy dalej, przy maleńkim baraku zaczynają z nami rozmowę Rosjanie, pytają się, kiedy chcemy wchodzić na górę. Mówimy, że za 2 dni twierdzą, że wtedy zacznie padać śnieg, podobno mają najnowszą pogodę, trochę mnie to martwi, żegnamy się i idziemy dalej. Dochodzimy do lodowca, jest mokry i płynie po nim woda, zakładamy raki i zaczynamy podejście pod górę. Mijamy bazę Priut 11 i idziemy jeszcze wyżej, po lewej stronie są skały, gdzie zaczynamy szukać miejsca na namiot, nie jest to łatwe, wszystko pod dużym spadem i jeszcze pełno skał. Udaje nam się w końcu znaleźć mały placyk, nie jest idealny, ale może jakoś nam posłuży, rozkładamy namiot, wyszukuję niedaleko strumyczek, którym płynie z lodowca, nie jest tu czysto, ale może nic nam nie będzie po tej wodzie.

Jest godzina 15.00 jesteśmy na wysokości około 4300 m. ciężko się oddycha, zrobiliśmy dzisiaj około 1800 m. przewyższenia, szykujemy jedzenie gotujemy wodę na liofilizaty i herbatę, rozmawiamy o pogodzie, o tym co powiedzieli tamci Rosjanie, że w środę może być nieciekawie. Jutro powinniśmy wyjść na aklimatyzację, ale podejmujemy decyzję, że atakujemy jutro szczyt, w głębi duszy wiem, że źle robimy. Pakujemy się na atak szczytowy, jemy po liofie, i około 17.00 idziemy spać. Jest jasno, nie mogę zasnąć, cały czas myślę czy dobrze robimy, atakując jutro szczyt bez aklimatyzacji (oczywiście że nie). Na dodatek namiot jest rozbity pod kątem i wszyscy się z suwają do jednego rogu, akurat tam, gdzie ja leżę :(

 


 

Najnowsze komentarze

  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018
  • Iga powiedział(a) Więcej
    Też Cię kocham Braciszku :*
    Dzięki za przypomnienie tego wyjazdu. Przepiękne miejsce i fantastyczni ludzie.... środa, 14 listopad 2018
  • Marcin powiedział(a) Więcej
    Piękna galeria! środa, 07 listopad 2018