Spis treści

Dzień 7 | Kazbegi + Tbilisi

Wstaję przed 7.00. Koniu jeszcze śpi, Tomek idzie na stację paliw do ubikacji, a ja kieruję się na główny plac, myję się pod fontanną i siadam na ławce. Prywatni przewoźnicy już są i czekają na pierwszych klientów, super widok na Kazbek. Wracają wspomnienia z poprzednich wyjazdów, przede mną góra która nauczyła mnie pokory, wycisnęła morze potu i łez, ale nie złamała mnie, lecz teraz wiem, że to dzięki niej, zdobyłem wszystkie szczyty, TUTAJ wszystko się zaczęło. Wracam pod wiatę, Tomek też już jest, budzimy Konia, zbieramy się jest po 8.00. Idziemy do biura Mountain Travel, poznajemy następną dziewczynę Agnieszkę, zostawiamy plecaki i ruszamy pod kościółek. Nie mogę poznać okolicy, przez wioskę idzie betonowa droga, a powyżej szeroka utwardzona droga, gdzie podziały się dziury i wertepy? Po około godzinie jesteśmy na miejscu, zwiedzamy kościółek, siadamy na trawie, jakiś bezpański piesek próbuje zapoznać się z Alpikiem, to maskotka, która wożę ze sobą :) Obserwujemy szybującego orła, jesteśmy tak zafascynowani tym widokiem, że w ostatniej chwili udaje nam się zrobić jedno zdjęcie. Schodzimy na dół, idziemy coś zjeść, a następnie na kawę do Agnieszki, spotykam Nikiego to Gruzin, jest współwłaścicielem Mountain Travel i przewodnikiem górskim, świetnie już mówi po polsku, 2 lata temu jeszcze nic nie umiał, on też mnie pamięta z poprzedniego wyjazdu :). Minęła 15.00 czas się pożegnać, ekipa z Mountain Travel to niesamowici ludzie, nie znaliśmy się wcześniej, a przyjęli nas bardzo serdecznie i okazali wielką pomoc, nie każdego też częstują kawą :) Mountain Travel jesteście WIELCY, Dziękuję Wam za to :)

Nie udaje nam się załapać na marszrutkę do Tbilisi, decydujemy się na prywatny transport, po zebraniu kompletu pasażerów ruszamy. Auto japońskie, kierownica po prawej, a kierowcy ulubionym zajęciem jest wyprzedzanie na zakrętach, gdzie nic nie widać, podczas jednego z takich manewrów, o mało nie doprowadza do „czołówki”.  Jakoś udaje nam się dojechać do Tbilisi choć ludzie, którzy z nami jechali, zrobili sporą awanturę kierowcy.

Jesteśmy na Didube, to wielki plac, gdzie dojeżdża i odjeżdża większość marszrutek po Gruzji, to też stacja metra i właśnie metrem udajemy się do centrum, tam nawet szybko znajdujemy bardzo tani hostel jest czysto, ale architektura daje wiele do myślenia. Jest około 18.00. idziemy na miasto, idziemy ulicą Rustaveli w stronę Placu Wolności, to główny plac i ogromne rondo zarazem. Można ta spotkać różne zespoły które grają na ulicy, fajnie niektórym to wychodzi, zachodzimy do Warszawy, Polskiej knajpy w Tbilisi, jest dosyć tanio, dużo ludzi, większość to Polacy, fajna atmosfera. Po kilku kolejkach czaczy, to taki miejscowy bimber, tutaj był akurat cytrynowy i arbuzowy, idziemy coś zjeść, Koniu się gubi szukamy go, ale bez rezultatu, zamawiamy kebaba i wracamy do Warszawy. Tam spędzamy jeszcze chwilę i wracamy do hostelu, po drodze szukamy sklepu, podobno jest po drugiej stronie szerokiej ulicy, nie zastanawiamy się i przechodzimy na drugą stronę, zatrzymuje nas Policja, pytają czemu przechodzimy tedy a nie przejściem podziemnym próbujemy się tłumaczyć, że nie wiedzieliśmy o tym przejściu, grożą nam palcem i pozwalają iść. Idziemy do sklepu, kupujemy piwo i jakieś wino, wracamy do hostelu. Siadamy na balkonie przy piwie i rozmawiamy, towarzystwo międzynarodowe, jest Japończyk, Włoszka, Kanadyjczyk, około 1.00. decydujemy się iść spać, wraca wreszcie Koniu, kamień z serca.

 


 

Dzień 8 | Tbilisi

Wstajemy około 9.00. Koniu jeszcze śpi, a ja z Tomkiem idziemy coś zjeść, jednak na początek wchodzimy do baru na piwo, a następnie siadamy w fajnej knajpce i zamawiamy śniadanie, gulasz, surówki z kapusty białej i czerwonej, pieczywo i jakiś placek z kaszy mannej. Ciekawe śniadanie :) Po śniadaniu nie śpiesząc się, przechodzimy przez Stare Miasto, podchodzimy pod ciekawą wieżę zegarową, wchodzimy do cerkwi, około 12.00. wracamy do hostelu. Decydujemy się zostać jeszcze jeden dzień w Tbilisi i żeby nie marnować czasu idziemy coś pozwiedzać. Klucząc wąskimi uliczkami, wchodzimy na wzgórze nad miastem, gdzie stoi ogromny pomnik Matki Gruzji, w jednej ręce trzyma miecz na wrogów, a w drugiej wino dla przyjaciół.

Po jednej stronie wzgórza jest miasto, a z drugiej strony ogród botaniczny, schodzimy do niego, spędzamy tak około dwóch godzin idziemy pod wodospad, który spływa ze skał, kręcimy się po alejkach, sam ogród może nie zachwyca, ale jest przyjemnie chłodno w cieniu drzew. Jest też mała namiastka ogrodu japońskiego. Po wyjściu z ogrodu zaglądamy do meczetu niewielki, ale ciekawy. Schodzimy pod jeszcze jeden wodospad, przechodzimy przez most, na którego barierkach jest ponawieszane strasznie dużo metalowych kłódek. Niedaleko są łaźnie siarkowe, można trafić tam po zapachu, charakterystyczny zapach zepsutych jaj, zaglądamy tam, a następnie, Most Pokoju i powrót na Stare Miasto. Obiad w knajpce, gdzie byliśmy wczoraj z Tomkiem, dobry serwują kebab więc robimy powtórkę, robi się wieczór, idziemy na Plac Wolności, obserwujemy kapelę, która gra fajnego rocka. Idziemy na chwilę do Warszawy, pożegnać się, chcemy zamówić po szybkiej kolejce i wracać do hostelu. Niestety dzisiaj jest jeszcze więcej ludzi, poznajemy parę Polaków, zostawili dwójkę dzieci w hotelu i wpadli na chwilę, zaczynamy rozmawiać, idą następne kolejki arbuzowej i cytrynowej czaczy, oni lekko zawiani postanawiają wracać a do nas dosiada się następna polska ekipa „Lublin – czemu nie”, mają fajną zajawkę na zwiedzanie, jeżdżą busem, robią filmiki, wrzucają do sieci, mają ciekawą stronę. Pokazują filmy nagrane w tym roku w Gruzji, opowiadają jak im się zepsuło auto i czekali kilka dni na części, żeby je naprawić. Jest miło i przyjemnie, spotykamy też międzynarodową ekipę, Japończyka, Włoszkę i Kanadyjczyka z naszego hostelu. Tomek z nimi rozmawia, ja poznaję dwójkę Rosjan, opowiadają mi jak się żyje w Rosji i że nie lubią Putina cieszą się, że rozmawiam z nimi po rosyjsku i nasza „krótka” wizyta przeciąga się prawie do 4.00 rano :)

 


 

Dzień 9 | Do Batumi

Chcieliśmy wstać wcześniej, ale udało się dopiero po 9.00. Tomek stwierdza że musimy opuścić Tbilisi „bo jak tu zostaniemy, to staniemy się alkoholikami”, zgadzam się z nim, i otwieram piwo :) zbieramy się i jedziemy na Didube. Tam wsiadamy w marszrutkę do Batumi, czeka nas jakieś 6 godzin jazdy, jest gorąco i pić się chce :(

Jazda niezbyt wygodnym busem, dłuży się, jest jeden dłuższy postój, na rozprostowanie nóg. Zagaduje nas kierowca, okazuje się, że jak był młody to służył w wojsku radzieckim i stacjonował w Polsce w Legnicy, pamięta jeszcze kilka słów po Polsku. W Batumi jesteśmy przed 16.00. mieliśmy spać na plaży, ale jesteśmy tak przepoceni po podróży, że decydujemy się na jakąś kwaterę, nie ma z tym problemu, bo na dworcu już stoją ludzie i proponują noclegi. Bierzemy kwaterę w centrum miasta, jakieś 5 – 7 minut od plaży, 20 lari od osoby, ale warunki znacznie lepsze niż w Tbilisi. Zostawiamy plecaki i idziemy coś zjeść, a następnie na plażę, plaża kamienista, kąpiemy się, woda cieplutka, siedzimy i czekamy na zachód słońca. Krótki spacer po Batumi, butelka wina w parku i powrót na kwaterę. Po drodze jeszcze wstępujemy na jakieś szybkie jedzenie. Wszyscy zmęczeni, szybkie rozmowy z bliskimi i do łóżek. Próbuję coś pisać w dzienniku, następny dzień minął, przebyliśmy dzisiaj sporo kilometrów. 

Kilka dni temu marzliśmy pod Elbrusem, a dzisiaj kąpaliśmy się w Morzu Czarnym, ze skrajności w skrajność. Zaczynam nasłuchiwać, za oknem najpierw pada a potem już porządnie leje deszcz, jak byśmy spali na plaży to nieźle byśmy przemokli, więc wybór kwatery był dobry :) Zmęczenie bierze górę, idę spać, chłopaki już dawno śpią.

 


 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018