Spis treści

KORSYKA 9–15.10.2015

Hejka, Ja już na pewno zwariowałem ;)


Ten wyjazd dokładnie pokazuje stan mojego umysłu, nie dość że nikogo nie znam, wyjazd wspinaczkowy na której się w ogóle nie znam, via ferrata – termin mi zupełnie obcy, to jeszcze zabieram moją siostrę, która ma jeszcze większy lęk wysokości jak ja :(

Ale od początku, po dwóch z rzędu niepowodzeniach na Kazbeku w Gruzji, szukam innej góry, zaczynam się wypytywać znajomych kto by chciał jechać na Toubkal do Maroka, dostaję od znajomego telefon do pewnej dziewczyny która też planowała się tam wybrać, więc dzwonię, okazuje się że Karolina z ekipą właśnie wrócili z Maroka :( Niestety z braku chętnych załatwiam sobie wyjazd z Agencją wyprawową. W międzyczasie dzwoni do mnie Karolina i proponuje wyjazd na Korsykę, mówi że fajna ekipa, że nie mam się czego obawiać. Kontaktuję się z Markiem, chłopakiem który ogarnia cały wyjazd i po krótkiej rozmowie decyduję się, namawiam też moją siostrę i kupujemy bilety. Bilety w dwie strony to koszt niecałych  400 zł na osobę.  Okazuje się że Karolina, osoba która mnie namówiła na wyjazd, miała wypadek samochodowy i nie może pojechać :( Jest to jedyna osoba z którą miałem kontakt, nie widzieliśmy się i nie znaliśmy się wcześniej, ale to rozmowy z Nią sprawiły że się zdecydowałem na wyjazd. Zaczynam mieć wątpliwości, ciągnę siostrę w nieznane, z nieznanymi ludźmi.

Po rozmowie z siostrą decydujemy się jednak jechać, jak się okaże ze nie pasujemy do tego towarzystwa to najwyżej się odłączymy i we dwójkę pozwiedzamy Korsykę.  A jak było? Kto chce się dowiedzieć zapraszam do lektury poniższego Dziennika :)

 

Dzień 1 | Podróż

Jedziemy z siostrą do Wrocławia przed południem, w planie mamy jeszcze obiad gdzieś na mieście, wylot mamy po godzinie 16.00, umówiliśmy się ze wszyscy spotykają się o 15.00, trzeba jeszcze się przepakować, mamy wykupione dwa duże bagaże na całą 9 osobową ekipę. Jesteśmy wcześniej, siedzimy i obserwujemy ludzi, kto wygląda na osobę która jedzie w góry?  Kręci się chłopak z dziewczyną, on ma spodnie trekkingowe, podchodzę, zagaduję i bingo :) to Łukasz P, też jedzie na Korsykę i też nikogo nie zna ;) Pomału zaczynają się schodzić inni, wyłapujemy ich po sporych plecakach, około  15.00 są już wszyscy, Marek, Wojtek, Dorota, Monika, Damian i Łukasz K.  się znają, tworzą zgraną grupę, obawiam się że ciężko będzie się z Nimi  zżyć, ale zobaczymy, nie ma co się stresować. Okazuje się że Marek robi na własny użytek piwo i przywiózł kilka butelek, trzeba je wypić przed odlotem, więc po nadaniu bagażu wychodzimy na zewnątrz :) Lecimy do Modlina, a stamtąd do Brukseli, tam czekamy na lotnisku całą noc, znajdujemy sobie kąt i kładziemy się całą ekipą na podłodze, każdy z nas trochę przysypia, nad ranem wsiadamy do samolotu i lecimy do Figari, małego lotniska na południu Korsyki. Jesteśmy około 8.00 rano

 

Dzień 2 | Czas na poznanie się i ogarnięcie noclegu :)

Marek jeszcze w kraju załatwił  2 auta które odbieramy w wypożyczalni, procedura trwa około godziny. Dzielimy się na dwie grupy, jedna ma sprzęt i w planie ferraty a druga zwiedzanie wyspy, jedziemy do miasteczka, ceny w barach dosyć wysokie więc zakupy w małym markecie i śniadanie na murku z widokiem na miasteczko. Następny postój na kawę w barze nad malowniczą zatoczką, niestety pogoda nas nie rozpieszcza, trochę pada deszcz, morze wzburzone, przed naszym przyjazdem tutaj były spore opady deszczu i lokalne powodzie. Ustalamy plan na dzisiejszy dzień i  jedziemy pod pierwsze ferraty, tam jedna ekipa zakłada sprzęt i rusza w skały a my jedziemy pod inne ferraty i rozejrzeć się po okolicy. Jest po sezonie, wypożyczalnie sprzętu są pozamykane więc nie uda nam się pochodzić po ferratach,  kręcimy się trochę po okolicy, lecz ze względu na niesprzyjająca aurę udajemy się na camping, gdzie mamy wstępną rezerwację. 

Na miejscu przykra niespodzianka, miejsca pod namiot są całkowicie zalane wodą, nie ma możliwości rozbicia namiotu, ruszamy szukać innego miejsca i okazuje się że nie jest to takie łatwe, sezon kończy się tutaj na koniec września i większość campingów jest pozamykane. Jest już popołudniu, i zaczynamy się trochę niepokoić, wizja spędzenia nocy w aucie robi się coraz bardziej realna. W końcu znajdujemy camping który oferuje noclegi w bungalowach, decydujemy się na 2 domki, które są świetnie wyposażone w kuchnię, łazienkę, 2 sypialnie i spory zadaszony taras, a cena tych wygód to 8 euro od osoby za dzień :) Camping usytuowany jest dosłownie 50 metrów od plaży, na razie morze jest niespokojne ale mam nadzieję że uda nam się trochę popływać w najbliższych dniach.  Powiadamiamy drugą grupę o zmianie noclegu i podajemy adres, a następnie udajemy się do sklepu po zakupy. Szykujemy kolację, dociera ekipa z ferrat, po kolacji siadamy wszyscy razem w kuchni, jest tyle miejsca że pomieści 9 osób i dzielimy się pierwszymi wrażeniami. Na szczęście reszta grupy to nie abstynenci i można sobie spokojnie wypić piwko ;)  Na szczęście nie czuję się jakoś odizolowany, wiem że są grupą znajomych i mają wspólne tematy ale jakoś wpasuję się w ten „ szablon’’,  decydujemy że jutro z samego rana jedziemy na Monte Cinto ( 2706 m ) najwyższy szczyt Korsyki. Idziemy spać, wcześniej dzwonię do domu, do rodziców i mówię że u nas wszystko w porządku. Zawsze dzwonię też do siostry, ale siostra jest teraz ze mną :)

 

 

Najnowsze komentarze

  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018
  • Iga powiedział(a) Więcej
    Też Cię kocham Braciszku :*
    Dzięki za przypomnienie tego wyjazdu. Przepiękne miejsce i fantastyczni ludzie.... środa, 14 listopad 2018
  • Marcin powiedział(a) Więcej
    Piękna galeria! środa, 07 listopad 2018