Spis treści

Dzień 3 | Monte Cinto

Wstajemy około 7.00, szybkie śniadanie i w drogę, po drodze jeszcze przerwa na kawę na małej stacji paliw i ruszamy w góry, mimo że odległości są niewielki, to droga wąska i mocno kręta, przed 10.00 jesteśmy pod restauracją skąd wyrusza szlak na Monte Cinto. Zostawiamy auta na parkingu i ruszamy, droga wiedzie malowniczym wąwozem, dochodzimy do sporego potoku i po przejściu przez most zaczynamy się piąć w górę. Miejscami jest stromo i szlak zabezpieczony jest łańcuchami, dosyć sprawnie nam idzie, pierwszy postój po ok. 2 godzinach, w ruch idą batoniki i herbata. Krótki odpoczynek i dalej w górę, widoki przepiękne, dookoła wysokie skały, w takich górach jeszcze nie byłem. Po ok. 1,5 godz. docieramy do malutkiego stawiku, tam robimy następny postój, jest już spora wysokość i robi się chłodno, nie odpoczywamy długo żeby się nie wychłodzić, ruszamy dalej. Spotykamy parę Polaków chwilę rozmawiamy, chcą przejść szlak GR 20, przebiega on niemal przez całą wyspę w kierunku północ – południe i jest zaliczany do najtrudniejszych szlaków w Europie. Idziemy dalej, robi się coraz bardziej stromo, zaczynam rozmawiać z siostrą jak się czuje, mój lęk wysokości już się odzywa a Jej na pewno jest jeszcze trudniej, chce iść  dalej ale widzę niepewność w jej głosie i zachowaniu. Podchodzimy jeszcze wyżej, przekroczyliśmy wysokość 2500 m, do szczytu jest jeszcze sporo a tutaj robi się coraz ciekawiej. Po przejściu następnych łańcuchów i ocenieniu sytuacji podejmuję decyzję że zabieram siostrę na dół, trochę oponuje ale po moim stanowczym stwierdzeniu że schodzimy widzę ulgę w jej oczach. Bałem się o Nią , nigdy nie była w takich górach, a Ona nie chciała zrezygnować bo myślała że ja bardzo chcę wejść na Monte Cinto, jak sobie wszystko wyjaśniliśmy, powiadomiłem resztę o naszej decyzji i zaczęliśmy schodzić na dół. Nie spieszyliśmy się, podziwialiśmy widoki, na dole przy potoku natknęliśmy się na stado muflonów. Podziwialiśmy dorodne sosny samotnie rosnące na skałach. Dotarliśmy do restauracji, zadzwoniliśmy do domu, ja do Oli a Iga do rodziców, a następnie zamówiliśmy sobie ciepłą herbatę, czekając na resztę ekipy siedzieliśmy, rozmawialiśmy o naszej decyzji, wiem że dobrze postąpiliśmy i nie żałuję tego że nie udało się wejść na szczyt. Zafundowaliśmy sobie jeden z korsykańskich przysmaków, piwo Pietra do którego dodaje się podczas warzenia mączkę kasztanową z kasztanów które zbiera się w lesie Castagniccia położonego na wysokości ponad 1000m.n.p.m. Reszta ekipy zaczyna do nas docierać, jak są już wszyscy, wsiadamy do aut i ruszamy w drogę powrotną. Po zmroku, po krętych drogach na urwiskami, gdzie jako niespodzianki występują też krowy które spacerują po okolicy docieramy w okolice campingu, niestety jest niedziela, sklepy pozamykane a my za bardzo nie mamy co jeść, trafiamy na małą piekarnię i wykupujemy prawie wszystkie pieczywo, a nawet jakąś butelkę wina. Tak zaopatrzeni wracamy do domków, każdy wyciąga co ma do jedzenia i robimy kolację. Ja, Iga i Dorota idziemy nad morze, nie jest chłodno, można kilka chwil spędzić na plaży, morze się uspokoiło więc umawiamy się że jutro rano idziemy na wschód słońca :)

 

 

 

Dzień 4 | Półwysep Cap Corse

Wstajemy przed wschodem słońca, temperatura wody wyższa niż u nas w Bałtyku latem, czekamy na wschód słońca, zapowiada się piękny dzień. Robimy zdjęcia, i witamy słoneczko.

 

 

Najbardziej używane słowo na tym wyjeździe to „ Hejka ‘’, witaliśmy się mówiąc hejka ludzie, jak wschodziło słońce to było hejka słonko, w sklepie przy półkach mówiliśmy hejka serek, hejka  chlebek, hejka winko itd.. ;) Po powrocie do domku, jesteśmy już podzieleni na 2 grupy, jedna czyli Marek, Wojtek, Łukasz P, Łukasz K, to ferratowcy, jadą dzisiaj na następne wspinania, druga grupa czyli Damian, Monika, Dorota, Iga i Ja jedziemy na północ wyspy. Zjadamy resztki jedzenia i ruszamy w drogę, pierwszy przystanek to Bastia, piękne stare miasto,  zwiedzamy stary port, udajemy się pod Cytadele i Donżon, ogromne mury którymi było otoczone miasto. Po drodze Katedra, Plac Św. Mikołaja na którym znajduje się Pomnik Powracających z Morza, a także trochę nielubiany przez miejscowych pomnik Napoleona. Jest też ogromny port gdzie cumują potężne promy które kursują na wybrzeże Francji  i do Włoch. Jedziemy dalej na północ, mijamy po drodze wieże Genueńskie, których jest bardzo dużo na wyspie. Docieramy do Rogliano, skąd mamy widok na malutką wysepkę z latarnią morska, w nadmorskiej knajpce pijemy kawę, Dorota na plaży wygląda jakby czegoś szukała, podchodzi do nas i mówi że nazbierała dla nas muszelek ale …. wszystkie się jej rozeszły po plaży :). Ruszamy dalej, trafiamy do miasteczka gdzie jest cmentarz z nietypowymi nagrobkami. Natrafiamy na wrak spalonego auta, chcemy wysłać zdjęcie do Marka i napisać że nam się spaliło auto, które jest wypożyczone na Niego :) Ruszamy dalej wąskimi i krętymi drogami, położonymi nad nadmorskimi urwiskami, docieramy do Moulin Mattei, odrestaurowany wiatrak, a przede wszystkim piękny punkt widokowy, spacer z parkingu zajmuje jakieś 10 minut. Zaczynamy pomału wracać, jadąc widzimy w dole, w małej zatoczce czarną plażę, zjeżdżamy do miasteczka, zostawiamy auto idziemy ją zobaczyć, okazuje się że jest cała z małych czarnych kamyczków. 

 

 

Jadąc dalej, odwiedzamy małą winnicę, gdzie nie omieszkamy zrobić zapasów na dzisiejszy wieczór, w następnym miasteczku robimy jeszcze zakupy, jest już późno i nie chcielibyśmy dzisiaj głodować. Zaczynam się zżywać z tą ekipą, już nie czujemy się z Igą jak obcy, wystarczyło 2 -3 dni żebym pozbył się obaw że ten wyjazd był błędem. Fajni otwarci ludzie, mam nadzieję że po powrocie ta znajomość się nie zakończy. Wielki szacunek dla Damiana, naszego kierowcy, cały dzień za kółkiem, a drogi są naprawdę wymagające. Na camping, docieramy po ciemku, druga ekipa już jest, robimy szybko kolację, mamy kilka butelek wina więc wpadamy na pomysł że rozpalimy ognisko, idziemy więc na plażę i rozpalamy małe ognisko pod wielką sosną, zjawia się chłopak zarządzający campingiem, widząc nasz zapas wina prosi o ostrożność, żebyśmy nie zaprószyli ognia na tym drzewie.  Spędzamy tak jakieś 1,5 – 2 godziny, zalewamy dogasające ognisko wodą  z morza i umawiamy się że rano idziemy się kąpać w morzu. Następny dzień pełen wrażeń, spędzony bardzo intensywnie, z fantastycznymi ludźmi, rozmawiałem z Igą i ona też podziela moje poglądy, też nie żałuje że się tu wybrała. Kładę się i szybko zasypiam.  

Najnowsze komentarze

  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018
  • Iga powiedział(a) Więcej
    Też Cię kocham Braciszku :*
    Dzięki za przypomnienie tego wyjazdu. Przepiękne miejsce i fantastyczni ludzie.... środa, 14 listopad 2018