Spis treści

Dzień 5 | Bonifacio

Jak zdecydowali  tak zrobili, pobudka jeszcze przed wschodem słońca i Ja, Dorota oraz Iga jako pierwsi meldujemy się na plaży, gęste chmury na horyzoncie, nie będzie dzisiaj widać wschodu słońca, wskakujemy do wody, temperatura jak u nas Bałtyk latem :) po kilku minutach nadchodzi reszta ekipy, część też wskakuje do wody, fajnie jest w październiku popływać w ciepłym morzu. Po kąpieli, robimy śniadanie i tak jak dzień wcześniej dzielimy się na 2 grupy, ferratowcy jadą zdobywać następne drogi a my wyruszamy do Bonifacio, miasta położonego na południu wyspy. Po drodze zatrzymujemy się na kilku plażach, różnorodność zatok jest ogromna a jedna piękniejsza od drugiej. Formacje skalne na plażach też różnią się budową i kolorystyką. Docieramy też do opuszczonej latarni morskiej, mimo zamkniętej bramy wchodzimy do środka, opuszczone pomieszczenia, ale trzeba było zaspokoić ciekawość :) Dzisiaj jakoś nam się nie spieszy.

Po południu docieramy do Bonifacio, zostawiamy auto na parkingu pod marketem, robimy zakupy i przy aucie jemy coś na szybko, w pewnym momencie nad nami, bardzo nisko, nad skałami wyskoczyły 3 francuskie myśliwce Mirage, by po chwili zniknąć za budynkami, huk ogromny, aż powietrze zawibrowało. Idziemy pod górę, docieramy do głównej bramy Górnego Miasta gdzie znajduje się forteca, stare miasto i cmentarz z czasów Napoleońskich. Chodzimy po wąskich uliczkach starego miasta, podziwiamy z murów obronnych cieśninę Świętego Bonifacego, zaglądamy na cmentarz, który z racji tego że stoi na skale nie ma wykopanych grobów a pobudowane grobowce jeden obok drugiego, przedzielone uliczkami, jedną z największych atrakcji miasta są schody Aragońskie, 187 stopni wykutych w skale, jak głosi legenda zostały wykute w ciągu jednej nocy w czasie oblężenia miasta przez wojska aragońskie które chciały zdobyć miasto. Niestety po sezonie schody są zamknięte :(

 

 

Z drugiej strony miasta widać zatokę i port, więc decydujemy się tam zejść, po drodze spotykamy naszą drugą ekipę, już im się znudziło chodzenie po skałach i też przyjechali obejrzeć to według mnie najładniejsze miasto na Korsyce. Oni wchodzą do starego miasta a my schodzimy do portu, a tam niespodzianka w porcie stoi nasz statek Pogoria, po krótkiej rozmowie z załogą Dorota i Monika mogą wejść na pokład. Okazuje się że to było Doroty marzenie i wreszcie się spełniło. Kręcimy się po porcie, zaglądamy do przytulnych tawern, kupujemy pamiątki. Z oddali widać latarnie morską, więc się tam wybieramy, trochę podjeżdżamy samochodem a potem na pieszo, zapada zmrok i mamy fantastyczny widok na kolorowo oświetlone Bonifacio, niestety nie mamy żadnych latarek i powrót po ciemku po skałach będzie trochę ekstremalny. Docieramy do samochodu i ruszamy w drogę powrotną, na szczęście nie ma tu tak krętych dróg jak na północy wyspy więc w miarę sprawnie Damian odstawia nas na camping, reszta ekipy też już jest więc wspólna kolacja i dzielenie się wrażeniami. Chłopaki dzisiaj znowu pochodzili po ferratach i już mają dość, jutro zorganizujemy coś razem, jest to nasz ostatni dzień na Korsyce. Przy piwie Pietra i lokalnych winkach miło upływa wieczór, coraz bardziej jestem przekonany że wreszcie znalazłem ludzi z którymi będę mógł gdzieś pojeździć, są naprawdę fantastyczni czuję się jak byśmy znali się sporo czasu. 

 

Dzień 6 | W stronę Porto

Wstajemy około 8.00, pada deszcz, obmyślamy co by tu robić i pada na zachodnie wybrzeże, jemy śniadanie i wyruszamy, po drodze chcemy zaliczyć Las Aitone gdzie jest rezerwat czarnych sosen, a niedaleko znajdują się wodospady,  spędzamy tam około godziny, myślałem że po ostatnich opadach wodospady będą bardziej zasobne w wodę. Ruszamy dalej po drodze mijamy stadka półdzikich świnek które pasą się przy drodze i nic sobie nie robią z przejeżdżających samochodów. Z racji tego że te świnki pasą się na dziko mają smaczne mięso z którego wytwarza się pyszne podsuszane kiełbaski :) Następny etap podróży to zapora na jeziorze Calacuccia.

 

 

U podnóża zapory są pozostałości starego most Genueńskiego , budowli z tego okresu jest dużo na Korsyce.

Pogoda nas dzisiaj nie rozpieszcza, wiec krótki postój i jedziemy dalej, drogi są jeszcze bardziej strome i kręte, trzeba bardzo się skupić żeby dojechać cało na miejsce. Przejeżdżając przez jedno miasteczko, przez taką kamienną bramę jest tak wąsko że prawie zahaczamy lusterkami o ściany.  Na jednym z licznych skrzyżowań niespodziewanie się rozdzielamy, po dojechaniu do miasteczka czekamy na drugi samochód który pojechał inną trasą, dzisiaj jest z nami Wojtek który mocno odchorowuje kręte drogi,  spacer podczas postoju dobrze mu robi. Przyjeżdża druga ekipa i razem ruszamy dalej, pomału zachodzi słońce, jesteśmy na drodze na zatoką porto, niebo się rozpogadza i widzimy wspaniały spektakl w postaci zachodzącego słońca i kolorów na niebie. Pomimo wąskiej drogi udaje nam się zatrzymać i podziwiać te wspaniałe widoki, niedaleko w skale jest Calanche de Piana, korsykańskie serduszko, symbol tego regionu. Niesamowite widoki, jakby niebo zapłonęło. Kilka minut oglądamy tę grę barw, niestety trzeba się zbierać przed nami długa i trudna droga. 

 

 

Dzień 7 | Powrót :(

Niestety co dobre, szybko się kończy, dzisiaj opuszczamy tę piękną wyspę.  Wstajemy o 5.00, pakujemy się i wyruszamy w stronę lotniska, po drodze tankujemy auta i odstawiamy pod lotniskiem.  Po 8.00 odlatujemy w stronę Paryża, tam spędzamy kilka godzin na lotnisku i odlatujemy do Modlina, jesteśmy wieczorem, przedostajemy się na dworzec skąd odjeżdża Polski Bus do Wrocławia i około 6.00 rano jesteśmy we Wrocławiu, wsiadamy w pociąg i parę minut po 8 jesteśmy w domu.

Podsumowując ten wyjazd, pojechaliśmy z Igą w nieznane, z nieznanymi ludźmi którzy okazali się fantastycznymi kompanami podróży. Mam nadzieję że te znajomości zaowocują następnymi wyjazdami, tym bardziej że mają już w planach kilka fajnych miejsc. Siostra też zadowolona ,rozmawiałem z Nią w pociągu, to był nasz pierwszy taki wspólny wyjazd i teraz mam nadzieję że nie ostatni, jest fajnym kompanem w podróży, jest bardzo poukładana, jedynym miejscem gdzie bardzo się o Nią martwiłem to było wejście na Monte Cinto, cieszę się że byliśmy na tyle rozsądni i rozważni że odpuściliśmy sobie ten szczyt, będzie jeszcze wiele innych. Wiem że w innych sytuacjach super sobie radziła, a nawet była oparciem dla mnie. Śledziła też przewodniki i opracowała kilka miejsc które odwiedziliśmy. 

Iga będzie odpoczywać, a ja szybka kąpiel, przebranie się w czyste ciuchy, śniadanie,  już mam spakowany drugi plecak i dosłownie za 2 godziny wyruszam w następną podróż, tym razem Maroko i główny cel wyjazdu, najwyższa góra Atlasu Toubkal. Nawet nie było czasu żeby nacieszyć się domem, może następnym razem, choć zaczyna mi się podobać to podróżowanie :)

 

Najnowsze komentarze

  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018
  • Iga powiedział(a) Więcej
    Też Cię kocham Braciszku :*
    Dzięki za przypomnienie tego wyjazdu. Przepiękne miejsce i fantastyczni ludzie.... środa, 14 listopad 2018