Spis treści

Dzień 10 | Bakczysaraj 

Wstajemy o 6.00, udaje nam się wsiąść do busa, choć są trudności, dużo młodzieży jedzie do Sewastopola do szkoły, a my z plecakami zajmujemy dużo miejsca. W Sewastopolu wsiadamy w pociąg i przed południem jesteśmy w Bakczysaraju, jak tu gorąco, busem dojeżdżamy do miejsca skąd idziemy w stronę Monastyru Uspieńskiego i skalnego miasta Czufut – Kale. W mieście tym więziony był jeden z Potockich złapanych w jasyr przez tatarów. Przechodzimy przez cmentarz Karaimski, gdzie nagrobki mają kształt końskich siodeł, z murów Czufut – Kale był nadzorowany szlak kupiecki idący u podnóża skał. Bakczysaraj upodobali sobie Polacy, Adam Mickiewicz poświęcił miastu szereg Sonetów Krymskich, a Jerzy Hoffman kręcił tu sceny do Pana Wołodyjowskiego. Nawet rosyjski pisarz Aleksander Puszkin napisał wiersz Fontanna Bakczysaraju.                                                                                          Spędzamy w Czufut – Kale ponad godzinę, podziwiamy groty wykute w skale, domy wybudowane z kamienia i wszędobylskie jaszczurki, które upodobały sobie ten nasłoneczniony teren. Schodzimy w niesamowitym upale do miasta, podziwiamy kompleks pałacowy chanów krymskich, jest to jeden z trzech zachowanych muzułmańskich kompleksów w Europie. Szkoda że mamy niewiele czasu do odjazdu pociągu, jeszcze wiele zostało do zobaczenia w tym mieście. Udajemy się na dworzec i około 17.00 wyruszamy w 25 godzinną podróż pociągiem do Lwowa. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się odwiedzić jeszcze Krym, jest to piękne miejsce, a miejscowa ludność jest bardzo przychylna turystom.

 

 

 

Dzień 11–12 | Lwów

Jesteśmy we Lwowie około 18.00, spotykamy się z Aleksandrą i udajemy się do hotelu, tam szybkie odświeżenie i idziemy na miasto coś zjeść, i trochę się zrelaksować, wstępujemy do kilku barów, jeden niestety hołubi jakieś narodowościowe klimaty, na ścianach zdjęcia bojowników z UPA, nie podobają mi się te klimaty, mam w pamięci to co działo się na Wołyniu i w Bieszczadach, nie potrafię tam usiedzieć i wychodzę. Po chwili wychodzi Aleksandra i po krótkiej rozmowie stwierdza, że mnie rozumie, wraca po resztę ekipy, oni też przyznają mi rację i idziemy gdzieś indziej. Niestety ta sytuacja mnie mocno poruszyła, nie mam ochoty już na chodzenie po barach, żegnamy się więc z Aleksandrą, umawiamy na jutro i wracamy do hotelu.

Budzimy się około 8.00 pakujemy, idziemy do mieszkania Aleksandry zostawiamy plecaki i w towarzystwie Jej nastoletnich dzieci, oraz ich koleżanki idziemy zwiedzać Lwów. Na początek Polska szkoła, gdzie pracuje Aleksandra i uczą się je dzieci, jest sobota szkoła jest zamknięta, ale dzięki życzliwości dyrekcji szkoły możemy ją obejrzeć, widać na każdym kroku jak szkoła boryka się z trudną sytuacją finansową, ale cieszy serce, że potomkowie Polaków, których we Lwowie jest bardzo dużo uczą się polskiego jeżyka i historii Polski. Następny etap to Cmentarz Orląt Lwowskich, znajdują się tutaj mogiły uczestników walk o Lwów i Małopolskę Wschodnią. Na cmentarzu spotykamy starszą Panią, która opiekuje się grobami, opowiada nam trochę historii cmentarza, łza się kreci w oku jak się słucha takich opowieści. Następnie przechodzimy na cmentarz Łyczakowski, gdzie pochowanych jest wielu znanych Polaków, między innymi Maria Konopnicka. Polskie groby i pomniki są odwiedzane i sprzątane. Po tej nostalgicznej lekcji historii, zostajemy oprowadzeni po miejscach mało znanych we Lwowie, zapomnianych uliczkach, gdzie rzadko lub prawie w ogóle nie zaglądają turyści.  Chwilę posiedzieliśmy w przytulnej knajpce na dachu domu w okolicach centrum skąd mieliśmy widok na całe miasto i niestety trzeba się było pożegnać z nowymi znajomymi. Czas wracać do kraju, jeszcze podróż do granicy, prawie dwugodzinne czekanie na granicy i jesteśmy w Polsce, nocny przejazd i około 8.00 jesteśmy w Wałbrzychu.

Klaudiusz Cezar Słomczyński

 

 

 

P.S. Z upływem czasu wiem, że ten pierwszy, spontaniczny wyjazd na Krym w roku 2011 ukształtował we mnie to co teraz robię. Jeśli bym się wtedy nie odważył to na pewno teraz nie pisał bym TYCH słów, ta podróż nauczyła mnie samodzielności, pokazała, że nie warto bać się nieznanego, tylko zawsze trzeba dążyć do celu. Nie trzeba znać ludzi, z którymi wybiera się w podróż, znajomości zawarte w trakcie wyjazdu mogą być trwalsze niż te które już mamy. Teraz wiem, że gdyby nie Krym, 2 lata później nie wybrałbym się do Gruzji :)

Klaudiusz Cezar Słomczyński
Roku pańskiego 2018  

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018