Spis treści

Dzień 3 | Dojazd do Imli

Wstajemy około 8.00, idziemy na taras na dachu hotelu na śniadanie, jakieś bułki, dżem, miód, typowo europejskie.  Po śniadaniu idziemy pozwiedzać miasto, mamy czas do przylotu Doroty D. Zwiedzamy Medrese, starą szkołę koraniczną, wąskie i kręte uliczki mediny no i oczywiście zahaczamy o bazar, na koniec wchodzimy do knajpki na gorącą miętową herbatę, a jest ponad 30 stopni. Wracamy do hotelu, pakujemy się, przyjeżdża nasz przewodnik, jedziemy po Dorotę D na lotnisko. Chwile czekamy na nią a następnie w komplecie ruszamy w kilkudziesięciu kilometrową podróż do berberyjskiej wioski Imli, tam dzisiaj mamy nocleg. Docieramy na miejsce, musimy trochę podejść do malutkiego hotelu tam czeka na nas herbata i jakieś miejscowe słodkości, delektujemy się widokiem gór z tarasu. Okazuje się, że mamy przewodnika, kucharza i tragarza z dwoma mułami, na których zostaną dostarczone do schroniska nasze plecaki. Wieczorem kolacja, już taka miejscowa, jakiś ryż warzywa, słodkości. Szykujemy się spać, dzwonię jeszcze do domu i opowiadam szybko wrażenia z minionego dnia.

 

 

 

Dzień 4 | Dojście do schroniska

Wstajemy o 8.00 śniadanie, pakujemy plecaki które lądują na mułach i tak dostaną się do schroniska, a my na lekko z małymi plecakami ruszamy w drogę. Droga na początek wiedzie wyschniętym korytem rzeki, a następnie pomału zaczyna się piąć w górę, jest fajna pogoda, świeci słońce, wędrujemy wzdłuż górskiej rzeki, doliną Mizan, coraz bardziej nabierając wysokość. Po drodze mijamy małe siedziby ludzkie, prawdopodobnie mieszkają tu pasterze, bo dookoła pełno owiec i kóz, mijamy też miejsca, gdzie można kupić napoje i świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Pogoda niespodziewanie (jak to w górach) się załamuje i zaczyna padać deszcz, mamy jeszcze sporo do schroniska, a że jest coraz wyżej robi się coraz zimniej, dodatkowo zmoczyło nas bardzo. Jak docieramy do schroniska, jesteśmy przemoczeni i przemarznięci, nasz przewodnik jakoś się nami za bardzo nie przejmuje. Lokujemy się na górnych łóżkach w sali wieloosobowej. W schronisku na dole jest jadalnia gdzie stoi piec, schodzimy się wysuszyć, rozmawiamy z ludźmi którzy dzisiaj próbowali w chodzić na szczyt, okazuje się że jest dużo śniegu i sporo lodu na skałach, nie mamy raków, więc może być problem,  na szczęście załatwiamy raki u obsługi schroniska, jemy obiad, tradycyjnego tażina, nie ukrywam lubię takie jedzenie :) Suszymy się dalej przy piecu, pogoda nie zapowiada się ciekawie, spędzamy całe popołudnie w stołówce, ale przynajmniej mamy już wszystko wysuszone, wieczorem kolacja,  nasz przewodnik mówi że pobudka o 6.00, śniadanie i o 7.00 wyruszamy, twierdzi że będzie pogoda.

Kładziemy się spać, pod nami jest grupa młodych Amerykanów, głośno się zachowują, robi się to irytujące, zaczynamy zwracać im uwagę i jakoś to skutkuje.

Widząc dzisiejszy deszcz i słuchając co mówili ludzie, którzy byli dzisiaj na Toubkalu zaczynam się zastanawiać, jak to będzie, dopadają mnie wątpliwości czy to dobry pomysł że chcę chodzić po wysokich górach, w końcu z Kazbekiem sobie nie poradziłem :( Na szczęście udaje mi się zasnąć. 

 

 

 

Dzień 5 | Toubkal

Pobudka o 6.00, śniadanie i około 7.00 jesteśmy gotowi do wyjścia, pogoda zapowiada się fajna, nie ma chmur na niebie, jedno mnie niepokoi, w nocy był mróz i wszystko jest zamarznięte. Idziemy ostrożnie pod górę, jest na razie cień, ale myślę że jak wyjdzie słońce to będzie lepiej, bo teraz jest zimno, a nawet strasznie zimno. Przewodnik ze Sławkiem prą do przodu, my za nimi. Po jakiś 2 godzinach wychodzimy wreszcie ze strefy cienia, jest słońce choć trochę wieje. Robimy krótki postój i dowiadujemy się, że Dorota D, która idzie dosyć wolno ma astmę :( nie może iść szybciej, nasz przewodnik nic sobie z tego nie robi, jest dosyć nieciekawa sytuacja. Decyduję, że Dorota, Justyna i Sławek idą z przewodnikiem a ja postaram się przypilnować Doroty D. Idziemy dalej, grupa już nas sporo odsadziła, mam nadzieję, że uda nam się wejść na szczyt. Rozmawiam z Dorotą D, pytam się czemu nie powiedziała, że ma astmę, może wtedy biuro by załatwiło jeszcze jednego przewodnika, nie mogę zrozumieć takiej nieodpowiedzialności. Ścieżka jest wydeptana w śniegu, jest ślisko, a nachylenie dość znaczne, na szczęście pomału zbliżamy się do jakiegoś płaskiego miejsca. Wychodzimy z za zakrętu i widzimy w oddali szczyt :) 

Nawet trudno mi opisać jaka radość mnie ogarnęła, teraz już wiem że się uda, motywuję Dorotę D. i razem wchodzimy n szczyt. Reszta grupy już tam jest od dłuższego czasu.

A więc 20 października 2015 r. o godzinie 11:00 zdobyłem swój pierwszy 4 tysięcznik :) :) :)

 


Emocje niesamowite, miałem mieszane uczucia myślałem, że się nie nadaję, ten szczyt pomógł mi uwierzyć w siebie. Robimy zdjęcia, oglądamy widoki i pomału szykujemy się do zejścia, na bok euforia, trzeba się skupić, teraz czeka nas trochę trudniejsza część, pomału i bezpiecznie schodzimy w stronę schroniska, robię zdjęcia i delektuję się widokami. Około 15.00 jesteśmy w schronisku, część ekipy mocno zmęczona, najbardziej odczuwa to Sławek, więc decydujemy się zostać na tę noc w schronisku. A mnie nosi… najlepiej zszedł bym do Imli, pokręcił się po miasteczku, zobaczył, jak żyją Berberowie. Adrenalina i emocje związane ze zdobyciem szczytu wręcz buzują we mnie, nie chce mi się siedzieć w schronisku, schodząc ze szczytu było widać wodospady na potoku, który przepływa niedaleko, proponuję innym przejść się tam, ale odmawiają, więc idę sam. Idąc wzdłuż potoku natrafiam na początku na jeden wodospad, ale w oddali słychać szum spadającej wody więc idę dalej i po kilku minutach natrafiam na wąwóz ze stromymi ścianami, a w dole jest duży wodospad, szukam drogi po skałach na dół, są mokre i śliskie, ale jakoś udaje mi się zejść, podchodzę pod wodospad, ma jakieś 20 m wysokości, dookoła unosi się mgiełka z rozpryskującej się wody, podchodzę pod sam wodospad, można za nim stanąć, jak na romantycznych filmach ;) Idę jeszcze dalej, woda fantastycznie wyżłobiła w skale wąski kanion głęboki na jakieś 8 – 10 m. Jest późne popołudnie, szczyty dookoła są pokryte cienką warstwą śniegu i lodu, mimo że dzisiaj mocno grzało słońce, pomału zaczynam wracać, dzwonię do siostry i do Oli, mówię że tym razem „wracam z tarczą‘’. 

Do schroniska docieram przed zmrokiem, reszta trochę się martwiła, że nie ma mnie tak długo, przebieram się, już emocje się uspokoiły, schodzimy na kolację, tażin w innym wydaniu niż wczoraj, owoce, słodkie ciastka i bardzo słodka herbata miętowa, nasz kucharz wie, jak nasycić organizm po tak ciężkim dniu :) Kładziemy się do śpiworów, długo rozmawiamy, jakoś sen nie przychodzi, każdy z nas na swój sposób cieszy się z dzisiejszego wejścia na szczyt.  

 

 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018