Spis treści

Dzień 6 | Zejście do Imli

Wstajemy około 8.00 schodzimy na śniadanie, w schronisku prawie nikogo nie ma, większość ludzi wyszła rano na szczyt, u nas w pokoju został jeden człowiek, jego ekipa poszła na szczyt a on nieciekawie się czuje, cały czas zwraca, jest blady i odwodniony, jesteśmy na wysokości 3200 m, więc to jeszcze nie choroba wysokościowa, musiał coś zjeść albo bardziej wypić, rozmawiam z Nim, mówi, że jak wrócą jego znajomi to sprowadzą go na dół. My pakujemy plecaki, zostaną zwiezione na dół na mułach, a my spokojnym krokiem schodzimy podziwiając widoki, pogoda fantastyczna, świeci słońce, ale jest chłodno na tej wysokości. Po drodze widzimy świstaki, buszujące w skałach, obserwujemy pasterz wypasających owce i kozy, nie ma tutaj żadnych traw, tylko jakieś osty i kępki roślinności, a mimo to jakoś ta zwierzyna tutaj żyje. Zatrzymujemy się przy jednym stoisku, gdzie sprzedają zimne napoje chłodzone wodą z potoku i sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy, które są płukane w potoku, gdzie wyżej pasą się owce, więc woda nie bardzo nadaje się do spożycia, serwujemy sobie po szklance soku, teraz już mogą mnie dopaść jakieś rewolucje żołądkowe :) Robi się coraz cieplej, przyjemnie się tak spaceruje, jest czas na rozmowy. W pewnym momencie część szlaku jest zalana wodą i musimy jakoś sobie radzić skacząc po kamieniach. Dochodzimy do miasteczka, mijamy szkołę, która jest po drugiej stronie płytkiej, ale szerokiej rzeczki, nie ma tu żadnego mostu więc dzieciaki skaczą po kamieniach da drugą stronę. Chcę zrobić zdjęcia, ale przewodnik mówi, że nie można fotografować dzieci, więc odpuszczam, mijamy sad pełen jabłek, tutaj znowu nie można nic zerwać :( Nasz Hotel znajduje się poza miasteczkiem, więc przechodzimy przez małą berberyjską osadę, domy są wkomponowane między skałami, uliczki strasznie wąskie, tylko do przejścia na piechotę, zastanawiam się jak można tu żyć.

 

 
Dochodzimy do naszego hoteliku, dzisiaj już nic nie mamy zaplanowane, zostajemy tutaj na noc, oddajemy się błogiemu leżenie na tarasie, choć trochę to stracony czas, wolałbym gdzieś połazić, nikt nie chce jednak ze mną wybrać, a nie chcę się kręcić po osadzie sam :( Wieczorem kolacja, zauważam że tutaj posiłki przygotowują mężczyźni, rozmowy przy herbacie, jutro wracamy do Marrakeszu, pomału kończy się moja przygoda z górami Atlas. 

 

Dzień 7 | Powrót do Marrakeszu

Pobudka około 8.00, śniadanie, plecaki na plecy i schodzimy do miasteczka, idziemy okrężną drogą, nasz przewodnik chce nam pokazać trochę okolicy. Po jakiś 2 godzinach docieramy do miasteczka, mamy jakieś pół godziny zanim przyjedzie po nas auto, idziemy ze Sławkiem kupić jakieś pamiątki i znaleźć jakiś sklep, żeby kupić jakieś picie na drogę. Przyjeżdża nasz transport, pakujemy się i za niecałe 2 godziny z przerwami na podziwianie widoków jesteśmy w Marrakeszu, lokujemy się w hotelu, nasz przewodnik nas informuje, że o 19.00 zabiera nas na kolację do restauracji, do tego czasu mamy czas wolny. Idziemy na bazar, tam wreszcie się decyduję na soki ze świeżych owoców podawane prosto ze specjalnych samochodów, pyszności :)  

Wstępujemy na ciastko i kawę do kawiarni, z tarasu obserwujemy młodych chłopaków którzy wykonują jakieś pokazy akrobatyczne, i zbierają za to pieniądze. Kręcimy się tak kilka godzin, wracamy do hotelu, szybki prysznic i idziemy na kolację do restauracji. Kolacja jest opłacona, ale napoje do posiłków musimy już sobie dokupić, pytamy jakie są najbardziej miejscowe danie, okazuje się tażin z baraniną i jakimiś warzywami, pyszne choć jak dla mnie mało doprawione, myślałem że skoro w Maroku mają tyle egzotycznych przypraw to te dania będą bardziej wyraziste.

Wracamy do hotelu, ostatni wieczór spędzamy na tarasie na dachu skąd obserwujemy, nocne życie na ulicach, jutro już wracamy do kraju.
 

 

 

Dzień 8 | Powrót

Standardowo, pobudka, śniadanie i transfer na lotnisko. Jedziemy w trójkę, ja, Sławek i Dorota D. Justyna i Dorota zostają jeszcze w hotelu, One wieczorem lecą do Rzymu, my lecimy około południa do Londynu, Żegnamy się więc i w drogę, Sławek leci do Heathrow a ja Z Dorotą D na Stansted, a stamtąd do Warszawy. Żegnamy się ze Sławkiem, idziemy się odprawić, Bilety załatwiało nam biuro 4 Challenge, które dostaliśmy na maila, nie wiem jak Dorota D to zrobiła, ale na lot z Londynu do Warszawy na wydrukowaną moją kartę pokładową, czyli na moje nazwisko. W Londynie mamy kilka godzin więc udaje się Jej jeszcze raz odprawić i wydrukować swój bilet, w Warszawie jesteśmy około 20.00, żegnamy się, ja udaję się na Polskiego Busa, mam sporo czasu, wchodzę więc do pizzerii, obsługa mnie poznaje:) tydzień temu tu byliśmy jak wracaliśmy z Korsyki, zamawiam pizzę i piwo, przez tydzień nie piłem tego złocistego płynu.

Siedzę w pizzerii do zamknięcia, czyli do 24.00, idę na dworzec, o 1.00 mam autobus, po kilku godzinach jazdy jestem we Wrocławiu, wsiadam w pociąg do Wałbrzycha, następnie bus i około 9.00 jestem w domu. 

Wyjazd trwał 8 dni, pierwszy z agencją wyprawową, fajna sprawa, ale koszta znacznie większe niż jak się jedzie na własną rękę, no i jest się trochę uwiązanym do planu dnia. Ale jak się nie ma z kim jechać to super sprawa, ludzie, których poznałem byli bardzo otwarci, fajnie spędziłem ten czas. No i najważniejsza sprawa, wreszcie udało mi się wejść na szczyt, pierwszy zaliczony, już nie mam jakiś głupich myśli, że to nie dla mnie wiem, że dalej będę chciał chodzić po górach, wróciła pewność siebie. Teraz zasłużony odpoczynek, w październiku nie było mnie prawie w domu. Odpoczynek, ale też chodzą mi po głowie już następne wyjazdy, fajne jest takie podróżowanie, zwiedzanie, ale też pokonywanie jakiś wewnętrznych barier. 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018