Spis treści

SYCYLIA 2019

Termin: 31.10.2019 - 07.11.2019 r.

Następny wyjazd wspinaczkowy, ja jednak od razu założyłem że nie będę w tym uczestniczył, wiedziałem że będzie kilka osób dla których wspinaczka nie jest priorytetem więc nie będę się sam błąkał po Sycylii. Trochę miałem chrapkę na Etnę, lecz była aktywna i wejście było zabronione więc sobie odpuściliśmy. Spora grupa 13 osób, nowe twarze i starzy wyjadacze, czyli to co lubię.

 

Dzień 0 | Podróż do Wrocławia

Niestety podróż zaczynam z pracy, szkoda mi urlopu więc spakowany jadę do pracy, kończę o 18.00, taksówką dostaję się na dworzec Wałbrzych Szczawienko, tam wsiadam o 18.47 do pociągu do Wrocławia, w Świebodzicach dosiada się Wojtek i razem jedziemy dalej. Marek odbiera nas na Grabiszynie, jedziemy do Niego, pierwszy raz jestem u Marka więc zostaję oprowadzony po mieszkaniu, przychodzi Bob, wieczór spędzamy przy piwkach kraftowych, Marek ma spory zapas :) siedzimy dosyć długo, wspomnieniom i opowieścią nie ma końca, wreszcie około 1.00 w nocy idziemy spać, budziki nastawione na 4.30, oj będzie krótka noc.

 

Dzień 1 | Podróż + San Vito

No i była krótka noc, ledwo się położyliśmy już rozdzwoniły się budziki o 4.30, jeszcze nie przestało szumieć w głowie po wieczornych piwkach, ech życie z ludźmi z DGN- u :) Parę minut po 5.00 Ja, Marek, Wojtek i Bob pakujemy się do ubera i jedziemy na lotnisko, szybka odprawa, spotykamy Dyzia, Martynę, Damiana i Monikę, po piwku w barze, oj jak mi się tego piwa chciało, potem drugie, pojawia się jakaś Soplica, więc ją szybko rozpracowujemy. Wsiadamy do samolotu, ja oczywiście zasypiam ( przeważnie tak mam, że śpię w samolocie) więc omija mnie niecodzienna akcja, rano był przymrozek i samolot musiał przejść odmrażanie, więc wystartowaliśmy ponad godzinę później, więcej czasu było na sen. Około 10.00 jesteśmy na lotnisku w Palermo, tutaj około 20 stopni więc zaczynamy się rozbierać, spotykamy Piotrka, jego żonę Dorotę, Janusza i Marka to nowe osoby na wyjeździe, znajomi Piotrka.

Widać że Sycylia to miejsce wypadowe dla wspinaczy, jest sporo osób które przyleciały tutaj spędzać czas w skałach. Wypożyczalnia z której mamy samochody znajduje się poza lotniskiem, więc dowożą nas tam busem, trochę to trwa, niedaleko wypożyczalni jest market, robimy pierwsze zakupy, po odebraniu aut, Ja, Damian i Monika wracamy na lotnisko po Agę która ma dolecieć z Londynu, reszta jedzie do miejsca naszego zakwaterowania czyli do San Vito. Około 40 minut czekamy na Agę, a potem w czwórkę ruszamy dalej, po około godzinie jesteśmy w San Vito, chwilę kluczymy po miasteczku i wreszcie trafiamy pod naszą kwaterę. Rozlokowujemy się i idziemy na plażę, nad miasteczkiem góruje szczyt Monte Monaco o wysokości 532 m. jest po 15.00, plaża pusta, wchodzimy do wody, cieplutko i przyjemnie, lekki wiaterek sprawia że w wodzie jest cieplej. Oj coś mi się zdaje że będziemy tutaj zaglądać bardzo często, po około godzinie wracamy na kwaterę, droga zajmuje nam niecałe 5 minut, więc bardzo blisko. Miasteczko wygląda jak opuszczone, nie ma turystów, jest po sezonie, decydujemy się że pójdziemy na kolację do jedynej knajpki otwartej na promenadzie, niedaleko nas. Obsługa jak widzi tak dużą grupę, złącza stoły żebyśmy siedzieli wszyscy razem, każdy zamawia coś innego, choć większość wybiera pizzę, niestety szału nie ma, wiemy że nie będziemy się tutaj stołować. Idziemy zrobić zakupy do pobliskiego i jedynego w najbliższej okolicy marketu, to są plusy i minusy podróży poza sezonem, jest niewiele ludzi ale też część sklepów, barów i różnych atrakcji jest pozamykana. Po zakupach, dość dużych, jednak jest nas 13 osób do wykarmienia, wracamy na kwaterę, zwracam uwagę na dużą liczbę kotów które kręcą się po miasteczku, jest ich naprawdę sporo, jeden z nich zaczyna robić podchody do Nas, jest głodny więc szybko się zaprzyjaźniamy za pomocą lokalnej wędliny. Mamy dosyć spory taras, na którym możemy się wszyscy pomieścić, więc wieczór spędzamy na zewnątrz, jest ciepło, na stole pojawiają się sery, suszone kiełbasy, oliwki, pieczywo i Pesto, do tego włoskie piwo no i oczywiście lokalne wina, wieczór mija na rozmowach, planach na jutrzejszy dzień, część idzie spać, ja około północy idę na plażę, kładę się na piasku i wsłuchuję się w delikatny szum fal, leżę tak około 30 minut, jest super. Wracam, na tarasie siedzi jeszcze parę osób, chwile przy nich siadam, trwają dyskusje o sensie istnienia Grupy DGN, nie włączam się w te rozmowy,  zmęczenie bierze górę, schodzę do naszego pokoju który znajduje się tak jakby w piwnicy i kładę się spać, jest około 1.30, szybko zasypiam.

 

Dzień 2 | Rezerwat Zingaro

Wstaję o 8.30, w nocy przeszła burza, śpiąc w piwnicy  nawet jej nie słyszałem, Marek z Wojtkiem spali w hamakach na balkonie i nie zdążyli się schować, ich rzeczy są przemoczone, trzeba będzie trochę przeorganizować spanie żeby wszyscy jednak pomieścili się w środku. Kilka osób już nie śpi więc ogarniamy śniadanie i siadamy na werandzie. Sielsko, pojawia się nasz kot, karmimy go, jest jeszcze nieufny, nie daje się pogłaskać. Kiedy  wstaje reszta towarzystwa, decydujemy że pojedziemy do pobliskiego rezerwatu Zingaro. Po 11.00 wyruszamy do rezerwatu, nie jest daleko, kilkanaście kilometrów, po drodze mijamy stado krów które zawładnęły całą jezdnią, nie ma rady trzeba odczekać swoje, zostawiamy auta na parkingu, kupujemy bilety po 5 euro i ruszamy ścieżką, z jednej strony morze, z drugiej szczyty wznoszące się na wysokość 300-600 metrów, a dookoła wspaniała śródziemnomorska roślinność, dominują palmy pierzaste(karłatki), drzewka oliwne, opuncje, agawy, bardzo duże juki, trochę wyżej rosną krzewy kaparów, miejscowa nazwa to Sycylijska Orchidea. Po nocnej burzy gleba jest wilgotna, ziemia jest koloru ceglastego i bardzo mocno klei się do butów, po kilku minutach spaceru każdy z Nas ma buty oklejone grubą warstwą ciężkiego błota. Na szczęście widoki wynagradzają tę niekomfortową sytuację, pierwszy przystanek to maleńka kamienista plaża, do której trzeba zejść po kamienno-błotnych schodach. Plaża niewielka, nie ma nikogo, tylko nasza grupa, rozbieramy się i wskakujemy do wody, cieplutka, kilkanaście minut pływania, szybkie suszenie i ruszamy dalej. Po rezerwacie jest wytyczone kilka ścieżek o różnej długości, naszym celem jest Grota dell Uzzo, po drodze mijamy dość duże opuncje na których wygrzewają się spore jaszczurki.

Po około 30 minutach docieramy do groty, jest wysoka, przepiękna, w jej zakamarkach gnieżdżą się ptaki, według badań archeologicznych około 10 000 lat temu żył w niej człowiek.

Kilkanaście minut na odpoczynek, zdjęcia, rozmowy i ruszamy w drogę powrotną, nie idziemy jednak tą samą drogą, mijamy mały budynek w którym zorganizowana jest wystawa sprzętów rolniczych i różnego rodzaju wypieków. Po zwiedzeniu ekspozycji ruszamy dalej, mijamy drzewka oliwne pełne owoców, znowu bardzo dużo jaszczurek, niektóre aż pozują do zdjęć :) Przed wejściem do aut każdy czyści buty mocno oblepione kleistą ziemią, to była szybka wycieczka, po 15.00 jesteśmy już w domu, szybkie jak na 13 osób przebranie się i idziemy coś zjeść, niestety jest sjesta, prawie wszystko pozamykane, trafiamy do jednej otwartej knajpki Delfin, tym razem na stół trafiają makarony, obsługa dosyć ślamazarna a jedzenie daje wiele do życzenia, już wiemy że do tej knajpy na pewno nie będziemy wracać. Idziemy na plażę, kupiliśmy wino Prosecco więc je wypijemy żeby szybciej strawiło się niezbyt dobre jedzenie. Na otarcie łez  idziemy do cukierni Pasticeria Capriccio, i wiecie co ? trafiliśmy do Cukierniczego Raju !!! ceny nie wygórowane a wyroby genialne, cannolo (grube rurki wypełnione serem ricotta) oraz Cassata siciliana (biszkopt, ser ricotta, masa migdałowa i owoce kandyzowane) będą mi się śnić po nocach :) Będę tutaj wracał, a najlepiej jak bym w ogóle nie opuszczał tego miejsca.  Wracając na kwaterę zachodzimy do marketu, szybkie zakupy na wieczór i idziemy do domu, gdzie jesteśmy przed 19.00. Siadamy na werandzie, rozmowy o wszystkim i o niczym, piwo sycylijskie Messina, lokalne wina a także lokalna wódka Grappa, do tego sery i wędliny. Oprócz naszego kota który już się trochę oswoił pojawiał się drugi, też został nakarmiony :) Dzwonię do domu, opowiadam jak minął dzień, następny telefon do Oli, Ci co mnie znają, wiedzą że to już taki mój rytuał. Przy stole zapadają decyzje co do jutrzejszego dnia, chcemy (Ja, Aga, Monika i Damian) wyjść w nocy i zobaczyć wschód słońca ze szczytu Monte Monaco a także zjeść tam śniadanie, a co kto Nam zabroni :) szykujemy prowiant na śniadanie, gotujemy jajka, żeby rano nie tracić czasu, robi się już późno ale nie chce się jeszcze spać, wieczór ciepły,  pomału ekipa się wykrusza, ja, jak się decyduję że idę spać jest 1.20. kilka osób jeszcze nie kładzie się spać, nocne DGN-ów rozmowy. Szybki prysznic i do łóżka, sprawdzam czy mam ustawiony budzik, będzie dzwonił za 2 godziny i 6 minut :(

 

Najnowsze komentarze

  • Beata powiedział(a) Więcej
    Super! Bardzo inspirujące są Twoje dzienniki! Dziękuję :D czwartek, 20 sierpień 2020
  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018