Spis treści

Dzień 2 | Przejście do Popradzkiego Stawu

Pobudka przed 6.00, pierwsze co robię to zerkam na zewnątrz a tam piękna pogoda, bezchmurne niebo, trochę chłodno, ale to ranek i góry, będzie piękny dzień :)  Schodzimy na śniadanie, w cenie noclegu (8 euro) jest śniadanie, naprawdę wypasione, niejeden hotel mógłby się uczyć jak robić śniadania w formie bufetu, i nikt nie stoi i nie pilnuje czy ktoś sobie robi kanapki na szlak. Najlepsza jest tutaj herbata, jest robiona z ziół, które są zbierane w okolicy, coś pysznego.  Najedzeni i napojeni herbatą, zbieramy nasze rzeczy, część wyschła, a część podeschnie na szlaku decydujemy, że idziemy dalej czerwonym szlakiem w stronę Łomnicy, około 7.30 opuszczamy schronisko, jakieś zdjęcia i w drogę. Szlak prowadzi pod górę, w okolice, gdzie wczoraj śmigłowiec zabierał tę panią, piękne widoki. Idziemy spokojnie, zaczynamy rozmawiać, znam Maćka z pracy, ale nic o nim nie wiem, teraz jakoś tak się otworzyliśmy obydwoje, krótka rozmowa a wiem, że będzie dobrym kompanem :). Przechodzimy obok jakiejś jaskini, nie próbujmy do niej zaglądać, idąc coraz wyżej obserwujemy, że nad doliną zaczyna tworzyć się mgła, która się unosi do góry, przed samą przełęczą już idziemy we mgle, to się nacieszyłem pogodą :( Na przełęczy postanawiamy chwile odpocząć, i to był dobry wybór. Mgła zaczyna opadać, odsłania się słońce i nagle naszym oczom ukazuje się niesamowity widok.

Stoimy na skałach, w dole mgła za plecami słońce i na chmurze przed nami widzimy swój cień w aureoli jakby tęcza, niesamowity widok. Zjawisko to nazywa się Widmo Brockenu. Mamidło górskie, zjawisko polegające na zaobserwowaniu własnego cienia na chmurze znajdującej się poniżej. Zdjęcie nie oddaje tego co widziałem na żywo. Trochę mam ciarki na plecach, legenda głosi, że kto zobaczy Widmo Brockenu ten zginie w górach, dopiero potrójne ujrzenie Widma odczynia urok ;) 

 

 

Podchodzimy jeszcze trochę pod górę, kilkanaście metrów do zakrętu, wychodzimy i oczom naszym ukazuje się niesamowity widok, świeci słońce a warstwa chmur jest kilkanaście metrów pod nami, chmury są tak gęste że wygląda to jak biały dywan, ciągną się aż po horyzont, widziałem już chmury pod nogami, ale nie takie gęste, oj pięknie zaczyna się nam ten dzień, a wczoraj narzekałem na brak widoków :) Schodzimy w dół, po około godzinie dochodzimy do stacji kolejki na Łomnicę, chcemy wjechać na górę, ale zaczynają nachodzić chmury i obawiamy się że zanim dotrzemy szczytu to nie będzie widoków, więc odpuszczamy sobie, zamawiamy piwo i delektujemy się odpoczynkiem. Próbujemy załatwić nocleg, dzwonimy do kilku schronisk na naszej trasie i okazuje się, że najbliższe wolne miejsca są w hotelu Nad Popradzkim Stawem, dość daleko, nie chcieliśmy tak szybko przejść Słowacji, mieliśmy w planach tam być dopiero za 2 dni. Niestety sytuacja się zmieniła, ewentualnie jak znajdziemy coś po drodze to zostaniemy lub w ostateczności będziemy spać na szlaku. Ruszamy dalej, nie spieszymy się, podziwiamy widoki dużo ludzi na szlaku, rozmawiamy, poznajemy się coraz bardziej, jest super. Po drodze mijamy schronisko Chata Zamkovskiego, jest oblężone przez turystów, mijamy je i idziemy dalej, przechodzimy obok Wodospadu Olbrzymiego, ma on wysokość ok. 20 m. Około 14 jesteśmy przy schronisku Pod Siodełkiem, tutaj robimy sobie krótki postój, piwko, jakaś przekąska, robimy sobie zdjęcia z misiem Kubą, taka 350 kilogramowa atrakcja. Niestety tutaj też nie ma szans na nocleg, idziemy dalej sporo drogi przed nami, szlak zaczyna piąć się w górę, następny nasz cel to Dolina Wielicka i Śląski Dom, hotel górski, dochodzimy tam około 16.30, niestety cena jaką nam proponują za pokój 2 osobowy w hotelu powal nas z nóg, 240 euro. Rezygnujemy, krótki odpoczynek i znowu w górę, w stronę Batyżowieckiego Stawu położonego u stóp najwyższego szczytu Tatr, Gerlachu, docieramy tam przed 18.00. krótki postój, zdjęcia, Podziwiamy najwyższy szczyt Tatr, kiedyś się wybiorę na niego. Do celu mamy jeszcze 2,5 godziny drogi, powinniśmy zdążyć prze nocą. Nogi bolą coraz bardziej, ale nie ma się co mazać tylko trzeba iść przed siebie, po drodze stado kozic przechodzi dosłownie kilka metrów przed nami przez szlak, zatrzymują się na skałach powyżej i obserwują intruzów, którzy wtargnęli na ich terytorium.

Idąc podziwiamy w dole słowackie miasto Wysokie Tatry w skład, którego wchodzi kilka osad, takich jak Tatrzańska Łomnica, Stary Smokowiec czy Szczyrbskie Jezioro, nad tym ostatnim góruje skocznia narciarska. Są to bardzo znane turystycznie rejony, każdy znajdzie tu coś dla siebie, są góry, jaskinie, gorące źródła w Popradzie, raj dla turystów.  Około godziny 20.00 docieramy do przełęczy Pod Osterwą, w dole widzimy schronisko, według szlaku mamy 50 minut zejścia w ostro w dół, szlak na początku jest mocno stromy, tak stoję, patrzę w dół i mówię, że „nic co jest tak blisko nie było tak daleko”.  Odczuwamy trudy całodziennej wędrówki, ale trzeba się skupić na zejściu, pomału krok za krokiem pokonujemy ścieżkę w dół, niektóre miejsca są pokryte małymi kamyczkami i żwirem, jest to dosyć niebezpieczne, w połowie ścieżki robi się trochę łagodniej i już można trochę odetchnąć, przed 21.00 dochodzimy do schroniska, pomału zapada zmrok, w schronisku dostajemy miejsce na tzw. glebie, płacimy po 7 euro od osoby i udajemy się do pokoju, okazuje się że są tam normalne pojedyncze łóżka, nie ma tylko pościeli, fajna ta gleba, schodzimy na kolację, zamawiam stek z jelenia z kluskami, jakieś piwo, i jeszcze deser, budyń z owocami i czekoladą kosztuje mnie to około 9 euro, myślałem że ceny na Słowacji są wyższe :) wychodzimy na taras, jest już ciemno, i dosyć chłodno, dzwonię do Oli, chwilę rozmawiamy, lubię te rozmowy z bliskimi jak jestem gdzieś na wyjeździe. Szybki prysznic, pokój zaczyna się zapełniać, jest kilkanaście łóżek, większość już zajęta, są też Polacy. Podejmujemy decyzję, że jutro idziemy już na polską stronę przez Rysy. To był długi i szalony dzień trasę, którą chcieliśmy zrobić w 2 dni, ze względu na brak noclegów po drodze zrobiliśmy w jeden, trochę szkoda opuszczać Słowację, ale jeszcze tutaj wrócę, są wspaniałe tereny do wędrowania, no i szlaki nie są tak przepełnione jak u nas. Ledwo przykładam głowę do poduszki, zasypiam. 

 

 

 

Dzień 3 | Rysy + Morskie Oko

Pobudka po 6.00, część ludzi w pokoju już nie śpi, pakujemy się, schodzimy na śniadanie, tutaj już nie ma śniadania w cenie, ale jest spory wybór za małe pieniądze, idziemy ze śniadaniem na taras jest rześko, w nocy było około 0 stopni, spotykamy Polaka który spał na tarasie, późno zszedł z gór i już nie załapał się do środka, je z nami śniadanie rozmawiamy, on kieruje się tam skąd my wczoraj przyszliśmy, po śniadaniu plecaki na plecy i  w drogę, na początek szlak łagodnie prowadzi do góry, po jakimś czasie dochodzimy do miejsca gdzie są wbudowane w skałę metalowe stopnie, dużo było o tym krzyku w mediach, że niepotrzebne i brzydko wygląda, uważam ze niepotrzebny ten płacz, schody i drabinka przydają się. Następnie szlak idzie łagodnie pod górę, obserwujemy wielkiego jelenia, który pasie się nad strumieniem, około 10.00 jesteśmy w Chacie Pod Rysami, maleńkim, najwyżej położonym schronisku w Tatrach.

Zamawiamy po piwku, siadamy na kamieniach i podziwiamy drewniany kibelek, wymalowany w kolorowe śmieszne wzory, który jest umiejscowiony około 50 metrów od schroniska, można się załatwić podziwiając wspaniałe okolice :). Podziwiamy fantazję Słowaków, którzy umieścili przy schronisku słupek z przystanku autobusowego z rozkładem jazdy, do schroniska nie prowadzi żadna droga, wszystko co jest w schronisku trafia tutaj na plecach tzw. Nosiczy, tatrzańskich tragarzy charakterystycznych dla słowackiej części Tatr.  Pytamy o nocleg, ale niestety nie ma miejsc, ruszamy więc w górę, na szlaku przy schronisku stoi znak, narysowany i przekreślony kobiecy but podobny do szpilki :). Dochodzimy do przełęczy, tutaj szlak zaczyna się piąć pod górę, ale nie jest trudny. Po około 40 minutach, dochodzimy do grupy skał, gdy je obeszliśmy, ukazuje nam się szczyt Rysów, staję i nie wierzę w to co widzę. Szczyt jest tak oblężony prze ludzi, że wygląda to tak jakby przed chwilą zatrzymało się kilka autobusów i wszyscy z nich wysiedli. Na każdym kamieniu i skale ktoś stoi, podchodzimy, zostawiamy plecaki i próbujemy się dostać pod słupek i tabliczkę na szczycie, nie jest to łatwe :(

 

 

Spędzamy na szczycie kilkanaście minut i zaczynamy schodzić na Polską stronę, szlak prowadzi po łańcuchach, jest sporo ludzi, którzy wchodzą pod górę więc zejście będzie długie i mozolne, trzeba się będzie przepuszczać, na szczęście niżej już nie łańcuchów i można spokojnie schodzić. Piękne widoki z góry na Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko. Robimy sobie postój przy Czarnym Stawie. Jemy jakieś batony, fajny następny dzień. 

Podczas schodzenia do Morskiego Oka ciekawa sytuacja, idą sobie dwie panie i trójka dzieci, chłopiec upomina się o wodę, jedna z pań odpowiada, że mają tylko niecałe pół litra wody na wszystkich i musi poczekać, podaję mu moją butelkę, on pije a pani dziękuje, ale też pyta skąd mamy tyle wody, przecież schodzimy z góry. Ich miny były bezcenne jak pokazałem na strumień, który spływał z góry :)

Dochodzimy do schroniska nad Morskim Okiem, ogromny tłum ludzi, pytamy o nocleg, chłopak z obsługi informuje nas, żeby podejść o 18.00, teraz nie może nam przydzielić żadnego łóżka. Wychodzimy na zewnątrz, zamawiamy po piwie i delektujemy się odpoczynkiem, jest około 15.00 mamy sporo czasu, ale nie chce nam się stąd ruszać, idziemy na obiad do schroniska. Przed 18.00 zbieramy się i idziemy się dowiedzieć, czy możemy liczyć na jakiś nocleg, okazuje się, że są miejsca w starym schronisku, bierzemy je. W schronisku, zostawiamy rzeczy, spotykamy grupę, która przyjechała się wspinać, rozmawiamy przy piwku. Następnie idziemy na Morskie Oko, zbliża się wieczór większość turystów wróciła z powrotem na dół, na tarasie spotykamy starszego pana, przysiadamy się i zaczynamy rozmawiać, przyjeżdża w Tatry już ponad 20 lat, przeszedł wszystkie szlaki po obu stronach granicy i wszedł na każdy nazwany szczyt w Tatrach, nawet na te najniższe, teraz już przyjeżdża dla przyjemności. Fajnie jest spotkać takich ludzi, to się nazywa pasja i miłość do gór. Robi się pomału ciemno, idziemy się wykąpać do schroniska, nie chce się nam spać, wracamy na brzeg Morskiego Oka i obserwujemy gwiazdy, piękne gwieździste niebo wisi nad nami, a dookoła wysokie szczyty, dla takich chwil naprawdę warto żyć. Dzwoniłem wcześniej do domu, żeby się o mnie nie martwili, i że zdobyłem najwyższy szczyt Polski :) Widzimy jak od strony Szpiglasowego Wierchu schodzą jakieś światełka, po jakimś czasie pod schroniskiem zjawia się para Czechów, chwilę rozmawiamy, rozkładają namiot pod schroniskiem i idą spać, my też zbieramy się, następny długi, pełen emocji dzień. Maciek stwierdza, że nigdy nie spał w Tatrach w schroniskach i to mu się strasznie podoba. W schronisku już pogaszone światła jest przed 24.00 kładziemy się, staramy się robić jak najmniej hałasu. Po rozmowach z Maćkiem stwierdzam, że jest to fajny kompan na takie wyjazdy, mam nadzieję, że uda nam się jeszcze coś razem zrobić.

 

Najnowsze komentarze

  • Marcin Flieger powiedział(a) Więcej
    GRATULUJĘ! Nagroda w pełni zasłużona za lata promocji Gminy Mieroszów na całym świecie! Wielkie BRAWA również... czwartek, 06 czerwiec 2019
  • Ewa Tracewska powiedział(a) Więcej
    Super jak zawsze  piątek, 30 listopad 2018
  • Damian powiedział(a) Więcej
    To ja dziękuję za tak wspaniałą ekipę ! ;)) Czym byłaby Korsyka bez was, i przy waszych ohhhhah i ahhhach i tak se... piątek, 30 listopad 2018
  • Monika powiedział(a) Więcej
    WOW :D środa, 28 listopad 2018
  • Iga powiedział(a) Więcej
    Też Cię kocham Braciszku :*
    Dzięki za przypomnienie tego wyjazdu. Przepiękne miejsce i fantastyczni ludzie.... środa, 14 listopad 2018